Znów koszmarne sny

6 stycznia 2017

Niedawno miałam serię koszmarnych snów.
Najpierw śniła mi się pralka, która stała w pokoju obok szafy, wodę nalewałam do niej prysznicem i… po praniu i wirowaniu pralka zalała mi drewnianą podłogę w pokoju.
Potem śniło mi się, że miałam iść do szkoły. Najpierw nie mogłam sobie przypomnieć, jakie tego dnia mam lekcje, potem nie mogłam znaleźć zeszytów, więc wzięłam jakieś luźne kartki do notowania. Już było 10 minut po ósmej, gdy okazało się, że gdzieś zginęły moje buty. Wzięłam więc cokolwiek, co stało w pobliżu. Średnio się toto nadawało, bo zdaje się był śnieg na dworze, a ja zastanawiałam się, co powiem, gdy wejdę spóźniona do klasy.
Ostatni z takich zapamiętanych koszmarnych snów, to namiot w środku lasu. To był jakiś obóz harcerski, spałam w namiocie ze starszymi chłopakami, którzy mnie dręczyli. Którejś nocy szłam ścieżką szukając swojego namiotu. Ktoś mi wskazał, że to ten, ale był wejściem obrócony w inną stronę niż zwykle. Kiedy podeszłam, słyszałam, że w środku śmieją się ze mnie. Rozsunęłam suwak, żeby wejść i wtedy okazało się, że ten namiot jakoś inaczej został rozłożony i że przy wejściu jest rura, która stoi tak, że jak się ten suwak rozsunie, to tam płachta namiotu jest mocno napięta, a między suwakiem a tą rurą jest tak maleńka szczelina, że już wiadomo, że się tamtędy do środka nie wcisnę, a na zewnątrz było zimno i w ogóle śnieg.
Na szczęście za każdym razem w kulminacyjnym momencie, kiedy zastanawiałam się, jak zetrzeć podłogę, co powiem w szkole i gdzie przenocuję w lesie, budziłam się.
Jednak jestem trochę przerażona, że w tym tygodniu zachowuję się, jak niedźwiedź, który zapadł w sen zimowy. W zasadzie głównie tylko jem i śpię. Aż dziw, że się dzisiaj zmobilizowałam, żeby pójść do kościoła, ale dalej już tak dobrze nie było. Zadzwoniła sąsiadka z bloku naprzeciwko, zaproponowała, że mogłybyśmy w coś pograć, ale jak zaczęła mi opisywać, w co ona lubi grać, to mnie taka ociężałość umysłowa dopadła i uznałam, że właściwie to wolę sama siedzieć w domu i mimo obietnicy w ogóle tam nie poszłam, nie wytłumaczyłam się, dlaczego nie idę, nie odebrałam od niej telefonu, gdy dzwoniła 45 minut później i w ogóle zwinęłam się w kłębek i zasnęłam przed telewizorem.
A na koniec, żeby nie było tak smutno, to polecam Wam sen innej blogerki, bo jest piękny.
Słowne pakiety urodzeniowe

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: