Wigilijna wymiana zdań z kierowcą autobusu

26 grudnia 2016

Był to autobus 114. Jechałam na wigilię. Gdy czekałam na ten autobus, już wiedziałam, że przyjeżdżam, jako ta ostatnia. A tu autobus nie miał wcale zamiaru przyjechać. Program w telefonie wciąż wskazywał, że przyjedzie za 9 minut. Gdy wychodziłam, miał być za 9 minut i gdy stałam już od ponad pięciu minut, nadal miał przyjechać za 9 minut. Jak na złość. Może gdzieś po drodze pan kierowca postanowił dzielić się opłatkiem – myślałam sobie.
Oprócz mnie na przystanku stała jeszcze jedna osoba, do której również ktoś wydzwaniał na komórkę, a ona temu komuś tłumaczyła, że jeszcze nie ma autobusu.
W końcu autobus wziął i przyjechał. Wsiadłam drugimi drzwiami i poszłam od razu do przodu.
Kiedy już dojeżdżaliśmy do przystanku, na którym miałam wysiąść i zbliżyłam się do drzwi, miała miejsce mniej więcej taka dyskusja:
– Otworzy sobie pani sama drzwi, czy mam otworzyć?
– Sama sobie otworzę.
– Bo pani powinna stać na początku autobusu, a nie gdzieś dalej.
– Stałam tam, bo tam była wiata.
– Ale musi pani stawać na początku, a nie na środku.
– Ale tam była ławka i sobie usiadłam, bo pan się spóźniał.
– A wie pani, dlaczego się spóźniłem?
– Nie wiem.
– Przez ludzi się spóźniłem. Przez ludzi. Wie pani, jacy są ludzie? W ostatniej chwili wysiadają, w ostatniej chwili wsiadają, a ja muszę czekać. Potem jedne światła, drugie światła… No to spokojnych!
– Nawzajem!

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: