Piernikowa masakra, czyli Jak Danuaria pierniki piekła cd.

13 Grudzień 2016

Kiedy ostatnio piekłam pierniki, wiedziałam, że to dopiero początek, bo to, co upiekłam, to trochę za mało. Dzisiaj rano przed pójściem do pracy postanowiłam zagnieść ciasto na kolejne pierniki, które z sąsiadką będziemy piec jutro wieczorem. Tym razem miałam zagnieść 3 razy więcej ciasta, niż poprzednio. Dla mnie oznaczało to, że 3 razy większa porcja ciasta, to 3 razy więcej każdego składnika. Otóż wygląda na to, że nie koniecznie.
Kiedy zmieszałam mąkę z sodą i ciepłym miodem, było ok. Kiedy do tej mieszanki dodałam cukier z przyprawą do piernika, było ok. Kiedy do tego dodałam masła, było ok. Ale gdy do tego wszystkiego dodałam 3 jajka, przestało być ok. Ciasto zaczęło oblepiać mi dłonie dokładnie i otulało je, niczym gips, który wcale nie chce zastygnąć i się oderwać. I w tej rozpaczy przypomniałam sobie, że jak ciasto się przykleja, trzeba podsypać je mąką. Sypałam tę mąkę, sypałam i sypałam, a ciasto pochłaniało każdą jej ilość i wcale nie chciało się odlepić. Taki piernikowy armagedon skrzyżowany z masakrą. Modliłam się tylko, żeby nikt nie zadzwonił i nie zapukał do drzwi, bo nie byłabym w stanie ani odebrać, ani otworzyć.
Nie wiem, ile tej mąki poszło i nie wiem, co to z tego wyjdzie jutro. Zrobiłam z ciasta 3 kule, każdą obsypałam dodatkowo mąką, zawinęłam w foliową torbę i schowałam do lodówki.
A to był dopiero początek emocjonującego dnia, w którym działy się rzeczy tak skrajne… …nie mogę tu o wszystkim pisać… …np o okulistce, która nie chciała koleżanki i kolegi dopuścić do pracy, bo są niewidomi…
A wieczorem po pracy pojechałam jeszcze w celu czegoś w rodzaju kontynuacji kiermaszu.
A gdy wróciłam, w mieszkaniu nadal roznosił się zapach przyprawy do piernika, bo nie pozmywałam naczyń po tej masakrze.

Jedna odpowiedź to “Piernikowa masakra, czyli Jak Danuaria pierniki piekła cd.”

  1. danuaria said

    Właśnie wróciłam jakiś czas temu z pieczenia pierników od sąsiadki. Spiekłyśmy dwie z trzech kul ciasta. Trzecią kulę po prostu dałam sąsiadce. Dokończy sobie pieczenie później. Może je właśnie kończy. Pierniki, niczym szarańcza zasypywały mieszkanie. Na razie tam zostały. Dostanę je jutro wraz z blaszkami, wałkiem i foremkami. Chyba będą nieco inne, niż te, które od tygodnia leżą u mnie na parapecie.
    A teraz idę spać, bo inaczej nie zwlokę się jutro do pracy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: