Kiermasz = totalna klęska

11 grudnia 2016

Właściwie tego spodziewałam się od samego początku. Było nawet gorzej, niż przewidywałam, bo liczyłam na moje koleżanki, które powiadamiałam wcześniej o kiermaszu. Żadna z nich się nie pojawiła. Liczyłam na to, że jedna z koleżanek powiadomi swoje koleżanki z takiej grupy, w której spotykają się we wtorki. Też nie przyszedł nikt. Ona jednak prosiła mnie o plakat, informujący o kiermaszu. Taki plakat nie istniał!
W kościele św Marcina na mszy o 11 było ogłoszenie o kiermaszu. Sąsiadka mówiła mi, że z kościoła przeszło tym wejściem od wirydarzu może z 5 osób. Żadna nawet się nie zatrzymała. A wyobrażałam sobie, że to do tych osób kierowany jest ten kiermasz. A tym czasem tylko 6 (słownie sześć) osób z tzw środowiska kupiło cokolwiek. Wszyscy przychodzili z dużymi nominałami, miałam mało drobnych do wydawania. Wolontariuszka Agata i moja sąsiadka Paulina doradzały kupującym, która czapka lub komin pasuje im do płaszcza czy kurtki, opisywały, jakie kolory mają czapki i torebki. Kolory czapek w większości były nieodpowiednie. Jedyny komplet, który wzbudził największe zainteresowanie, bo był czerwony, leżał odłożony dla znajomej, która bardzo chciała przyjść, ale i ona i dzieci były chore, a czapkę od tego kompletu widziała na zdjęciu, które jej wysłałam, a które zrobiła sąsiadka Paulina.
Generalnie coś poszło mocno nie tak. Prawdopodobnie będzie to pierwszy i ostatni kiermasz w historii Kącika a rzeczy, które zostały zrobione i nie zostały kupione, będą leżeć gdzieś w szafie, aż zjedzą je robaki.
Jestem zniesmaczona, jest mi źle.
„…I tak wszystko to, czego się tknę…”

Advertisements

komentarze 3 to “Kiermasz = totalna klęska”

  1. Może te rzeczy pozostałe z kiermaszu będą sukcesywnie sprzedawane w Kąciku. Ja miałam się pojawić, ale niestety dopadła mnie choroba i nawet oddałam koleżance na weekend psa, żebym nie musiała nigdzie wychodzić. Sama nie wiem, ale tak sobie myślę, że może te wyroby z warsztacików wyglądają, hm … zbyt chałupniczo.

  2. danuaria said

    Teraz to czuję się dotknięta. Mówię śmiertelnie poważnie. Na szczęście osoby widzące, które widziały zdjęcia lub te rzeczy na żywo i które już w przeszłości coś takiego kupiły, mają na ten temat nieco odmienne zdanie. Szkoda, że dzisiaj takich osób widzących, takich nie związanych ze środowiskiem, a jedynie z kościołem, do którego chodzą na msze, nie było na kiermaszu.
    Kolejny przykład na pogrążanie niewidomych przez niewidomych. Brawo!

  3. danuaria said

    Kiedy pisałam ten wpis, napisałam też mail do znajomej, w którym podałam link do tej piosenki, żeby pokazać, jakie mam odczucia po kiermaszu. Koleżanka odpisała mi, że można by jeszcze coś sprzedać dzisiaj, bo ona chodzi na spotkanie dla kobiet właśnie do Kącika. Tak też się stało. Siostra udostępniła te rzeczy, ja po pracy przyjechałam, żeby opowiedzieć tym kobietom o działalności Kącika, a koleżanka zachęcała je do kupowania tego, co zostało, bo kiedyś sama była przez chwilę u nas, gdy było rękodzieło, widziała, co robimy i coś tam kupiła. Dużym zainteresowaniem cieszyły się breloczki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: