Taka tam refleksja o wolontariuszach

4 Grudzień 2016

Kilka dni temu pewna fundacja zorganizowała w Pałacu Kultury wielką wystawę sprzętu dla niewidomych, połączoną z panelami dyskusyjnymi, pokazami, co to po niewidomemu można zrobić, demonstracją, że niewidomi są niewidoczni i z innymi atrakcjami. Reklamy tej wystawy wyświetlały się w warszawskim metrze, jakby kogokolwiek interesował świat niewidomych. Wystawa ta jest organizowana już któryś rok z rzędu i zwozi się na nią ludzi z całej Polski, spragnionych darmowych kanapek i pączków i nie bardzo wiedzących, po co tam pojechali. Przyjeżdżają zorganizowane grupy oraz samodzielni i samotni niewidomi wolni strzelcy, a potem na temat tej wystawy toczy się niekończąca się dyskusja na liście dyskusyjnej dla niewidomych.
W tym roku kilka osób zwróciło uwagę na pomagających na tej wystawie wolontariuszy. Zdania na temat ich pracy były mocno podzielone, ale linia tego podziału miała bardzo wyraźny przebieg pomiędzy niewidomymi, którzy przybyli z widzącymi osobami towarzyszącymi, a niewidomymi, którzy przyszli na tę wystawę sami. Otóż ci pierwsi twierdzili, że owych wolontariuszy było wszędzie pełno, ciągle podchodzili, pytali, czy w czymś pomóc i ostrzegali o schodach, natomiast ci drudzy, którzy w tym wielkim tłumie na wielkiej przestrzeni Pałacu Kultury, nie przystosowanej do potrzeb osób niewidomych, próbowali czegoś się dowiedzieć i coś zobaczyć, narzekali, że przez cały czas, gdy tam byli, nie podszedł do nich żaden wolontariusz, żeby im pomóc. Do tego dołączył się głos, z którego wynikało, że wolontariusze w tym czasie świetnie się bawili we własnym gronie.
Przeczytawszy tę dyskusję doszłam do przewrotnego wniosku, że ci wolontariusze postępowali bardzo logicznie. Otóż pomagali bądź chcieli pomagać tym niewidomym, którzy są niesamodzielni i przyszli z opiekunami, wyobrażając sobie, że praca takiego opiekuna jest niezwykle ciężka i trzeba mu pomóc, natomiast jeśli ktoś niewidomy przyszedł sam, to znaczy, że sam sobie radzi i nie potrzebuje pomocy.
Może być też drugi powód takiego domniemanego zachowania wolontariuszy.
Otóż owi wolontariusze widząc osobę niewidomą w towarzystwie osoby widzącej czuli nad sobą jej kontrolę i starali się sprawiać pozory, że faktycznie coś robią. Natomiast gdy osoba niewidoma była sama, nie trzeba było przed nią stwarzać pozorów wolontariackiej pracy. W końcu na szkoleniu dowiedzieli się zapewne, że jeżeli osoba, która nie widzi, nie słyszy osoby, to nie wie o jej obecności, więc można ją ignorować.
Jeżeli było tak, jak pisali uczestnicy, może należałoby zmienić sposób szkolenia wolontariuszy i w ogóle ich dobór. Może także należałoby uświadamiać przywożonych z całej Polski uczestników tego wydarzenia, po co tam właściwie jadą.
Kolega z pracy napisał na temat obecności niewidomych na takich spędach satyryczną historyjkę, jednak nie wiem, czy mogę ją tu umieścić. Nie miałam okazji zapytać o pozwolenie, bo przeczytałam ją wczoraj.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: