Bajka na dobranoc o ślepej frustratce i wózku inwalidzkim

24 Listopad 2016

„Czy to bajka, czy nie bajka,. Myślcie sobie, jak tam chcecie…”
Była sobie raz frustratka, która z laską szła po świecie.
tyle tytułem wstępu.
Była sobie raz ślepa frustratka, która mieszkała w starej kamienicy. W tej kamienicy mieszkała też rodzina z dzieckiem, które poruszało się na wózku inwalidzkim. W kamienicy tej mieszkania były biedne i ciasne. Ślepa frustratka co dzień jeździła pod kościół na drugim końcu miasta, by żebrać na chleb i czynsz, a rodzinie tej było tak ciasno, że wystawiali wózek swojego dziecka na klatkę schodową.
Ciężko oj ciężko było ślepej frustratce. Codzienne dojazdy i powroty były dla niej udręką. Żebranie pod kościołem było dla niej jeszcze większą udręką. Jedni ludzie nie wierzyli jej, że nie widzi i wyzywali od oszustów, inni zamiast pieniędzy do koszyczka wrzucali jej guziki, obcą walutę lub papierki po cukierkach, jeszcze inni kradli z koszyczka to, co udało się jej nazbierać. Kilka razy nawet koszyk jej ukradli, a kupienie nowego dla tej niewidomej kobiety stanowiło przeszkodę niemal nie do przeskoczenia. No i jeszcze ten wózek inwalidzki, o który niemal codziennie potykała się, wchodząc do swojej kamienicy. Po prostu ze zmęczenia, spowodowanego całodziennym stresem, zapominała o jego istnieniu.
Znosiła to dzielnie ślepa kobieta, aż do tego feralnego dnia.
Był zimowy, śnieżny dzień. Znów po raz kolejny ktoś ukradł jej koszyk z pieniędzmi, uzbieranymi w ciągu całego dnia, na dodatek śnieg był tak wielki, że zgubiła drogę, a na ulicach tak pusto, że jedynym napotkanym człowiekiem był zboczeniec, który pod pozorem chęci pomocy chciał ją zgwałcić. Jakimś cudem nie zrobił tego. Aha, bo spłoszyła go kobieta, która potem nie omieszkała wypomnieć naszej frustratce, że nie powinna sama chodzić po mieście, nie tylko w taką pogodę, ale w ogóle i że to źle, że sama chodzi. Do tego jeszcze jakiś dowcipniś specjalnie źle podał jej numer autobusu, co spowodowało, że pojechała w ogóle gdzieś na drugą stronę Wisły. Kiedy dotarła już do domu, zła, zmęczona, zmarznięta, bez pieniędzy i z perspektywą braku jedzenia na kolację i śniadanie dnia następnego, rzecz jasna przewróciła się o stojący w przejściu wózek inwalidzki. Sama nie wie, skąd miała tyle siły, żeby wytaszczyć ten wózek na zewnątrz i wprowadzić do altanki śmietnikowej. Na szczęście ta była otwarta, bo jakiś czas temu opadły drzwi i nie dało się zamknąć jej na klucz.
Następnego dnia nad ranem przyszedł inny biedak, poszukujący puszek, butelek i złomu, żeby przeżyć. Bardzo się ucieszył na takie znalezisko.
A potem była policja. Chodzili po kamienicy, pytali mieszkańców, czy ktoś coś widział, czy coś wie. Ale do niewidomej frustratki nie przyszli. Dozorca im powiedział, że w tym lokalu mieszka niewidoma. Policjanci uznali, że skoro nie widzi, to z pewnością nic nie wie, bo jak ma wiedzieć, skoro nie widzi, może jeszcze na dodatek nie umie mówić, a może nawet nie słyszy.
Od jakiegoś miejscowego pijaczka dowiedziała się, że zrozpaczeni rodzice szukali wózka swojego dziecka i że jacyś dobrzy ludzie nazbierali na nowy. Pewnie znów będzie się o niego potykać, a jak się wkurzy, to wystawi go pod śmietnik, albo jeszcze dalej.
„Czy to bajka, czy nie bajka,. Myślcie sobie, jak tam chcecie. A ja przecież wam powiadam: …”
…ślepi ludzie są na świecie.
Dobranoc.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: