„Widzę cię, idź prosto!”, czyli o tym, że mogę też zaliczyć siebie w poczet desperatów

23 Październik 2016

Kiedyś dawno, dawno temu, gdy nie miałam jeszcze komórki, a istniały już wśród niewidomych takie osoby, które komórkę posiadały, słyszałam historie o tym, jaki to telefon komórkowy może być pomocny, bo np ktoś może kierować osobą niewidomą, patrząc na nią z balkonu lub okna mieszkania. Trudno mi było sobie taką sytuację wyobrazić: nieznany teren, nic nie widać, laska w jednej ręce, telefon przy uchu w drugiej, ktoś coś do ucha mówi, nie dość, że można sobie krzywdę zrobić, to jeszcze na dodatek ktoś mógłby ten telefon wyrwać i uciec w nieznanym kierunku. A na dodatek przecież nikt nie lubi, gdy ktoś zdalnie nim kieruje, stojąc kilkanaście metrów za nim lub z boku, albo nawet idąc obok. Ktoś, kto używa komórki do tzw zdalnego kierowania, musi być jakimś bardzo odważnym człowiekiem, albo desperatem.
No, to od wczoraj – a właściwie to już chyba od przedwczoraj – mogę dołączyć do szeregu takich desperatów.
Otóż gdy jechałam na owe zajęcia, to zdałam sobie sprawę, że wcale nie mam pewności, czy dobrze pamiętam drogę od tramwaju do miejsca, gdzie odbywały się zajęcia. Na szczęście miałam zapisany adres i włączoną w telefonie pieszą nawigację. Ale nie przewidziałam jednej rzeczy, mianowicie poprzednim razem, gdy tam byłam, nie zwróciłam uwagi na to, że budynek ma dwie klatki. Kiedy już ustaliłam, że ten blok, to jest właśnie ten blok, którego szukam, w czym nawigacja okazała się jednak nieoceniona i po raz pierwszy jej zaufałam, weszłam na pierwsze lepsze schody i dalej dzwonić domofonem. Zdziwiłam się, gdy nikt tego domofonu nie odbierał. Przecież ktoś powinien tam być! Czyżbym pomyliła dni, godziny, terminy? Niemożliwe! Przecież jeszcze w tramwaju sprawdzałam. Nic, tylko pomyliłam budynki – myślę sobie. Ale jakaś kobieta zaczęła tłumaczyć mi mocno łamaną polszczyzną, że tego numeru, który wybrałam na domofonie, nie ma na tej klatce.
Wtedy spanikowałam. Wyciągnęłam telefon z torby, a że moja słuchawka bluetooth nadaje się do wszystkiego, z wyjątkiem rozmawiania, wyłączyłam ją i zadzwoniłam do osoby, do której miałam przyjść. Powiedziałam, że chyba się zgubiłam. Ta osoba wyszła na balkon, ale mnie nie widziała. Poleciła pomachać ręką. Dopiero wtedy zobaczyła mnie i zaczęło się zdalne kierowanie. Telefon przy uchu w lewej ręce, laska w prawej, torebka poza kontrolą. Wiedziałam, że na chodniku nie ma żadnych zagrożeń. Pamiętałam, że jest równy. Jedynym zagrożeniem mógł być jakiś złodziej. Było tam dość pusto. Dobrze, że balkon był od ulicy.
Uff! Jestem desperatka! Muszę sobie na przyszłość kupić lepszą słuchawkę, albo zabierać słuchawki na kabelku.
A przy okazji pochwalę się, że udało mi się tak wytresować telefon, żeby służył mi, jako osobisty zapowiadacz przystanków. Nie jest to to samo, co zapowiedzi w autobusach i tramwajach, ale skutek daje ten sam. Jestem dumna z siebie normalnie, zaraz z tej dumy pęknę i obudzę całą kamienicę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: