„Świetnie pani sobie radzi”, czyli o bibraniu się w gipsie

10 Październik 2016

Wczoraj byłam w łazienkach na warsztacie, którego zwieńczeniem było przygotowywanie odlewów gipsowych. Co prawda do samego końca nie wierzyłam w to, że faktycznie takie odlewy zrobimy, ale może zacznę od początku.
Byłam w Starej Oranżerii, gdzie są wystawione rzeźby. Najpierw omawialiśmy te rzeźby i w pewnym sensie oglądaliśmy je. Rzeźby na postumentach były tak duże, że można było sięgnąć co najwyżej kolan wyrzeźbionych postaci, dlatego były przygotowane wypukłe rysunki każdej z nich. To były profile tych rzeźb, więc tylko w pewnym sensie dawały pojęcie o takiej rzeźbie. Osoba prowadząca warsztat musiała przy każdej tyflografice tłumaczyć mi, co jest czym. Może kiedyś tyflografiki zostaną zastąpione przez miniatury takich rzeźb, wydrukowane na drukarce 3d. A może wystarczyłyby małe miniatury gipsowe? Nie mam pojęcia o kosztach takich modeli.
A potem poczułam się, jak na warsztatach w III klasie podstawówki. Każdy dostał dwie silikonowe miseczki, łyżkę, sitko, a także wybraną przez siebie foremkę, chyba plastikową, do której miał być wlany gips. Foremki były małe i przecudne! Można było zrobić sobie coś do postawienia na półce obok innych figurek i drobiazgów, których mam tu pełno. Dostaliśmy też fartuchy i polecenie, żeby zdjąć pierścionki i zegarki.
Do jednej z miseczek należało wsypać 3 łyżki gipsu. Konkretnie, to trzeba było wsypać je na sitko i przesiać. Poczułam się, jak w kuchni, albo w pomieszczeniu socjalnym w pracy podczas robienia kawy. Jedna z pań prowadzących warsztat była zdziwiona, że radzę sobie z nabieraniem proszku na łyżkę, a ja byłam zdziwiona jej zdziwieniem.
Do drugiej silikonowej miseczki pani nalała wodę, do której należało wsypywać porcjami gips. I znów poczułam się, jak w kuchni, przygotowując mieszankę wody z mąką, lub mleka z mąką do marchewki z groszkiem.
Na koniec trzeba było nalać rozrobiony gips o konsystencji gęstej śmietany do foremki. Miska była stosunkowo duża, foremka malutka, płaska i pełna drobnych detali, które należało precyzyjnie napełnić płynnym gipsem. Jęczałam, że się tego nie podejmuję, ale jakoś z pomocą osoby prowadzącej udało się to wlać, tym bardziej, że miseczka była miękka i dała się wyginać tak, żeby ten gips lał się przez wąski dzióbek. Ponieważ jestem zwolenniczką przedmiotów drobnych, tego gipsu starczyło mi na napełnienie aż trzech małych foremek.
No i tu mogłabym wstawić zdjęcia tego, co z nich wyszło, ale nie umiem, buuuuu!😦 Inne uczestniczki wolały napełniać gipsem większe foremki. A były takie np prostokątne płytki z ornamentami.
No i faktycznie, każde z nas wyszło do domu z prawie wyschniętym gipsowym czymś, a jeśli ktoś zrobił coś większego, miał to odebrać dzisiaj.
Uważam, że to był jeden z lepszych pokazów, na jakim ostatnio byłam. Nie musiałam stać na nogach przez dwie godziny, nie było kolejki do rzeźb, do wszystkiego były przygotowane wypukłe tyflografiki, a to, co było dostępne, można było dotykać bez rękawiczek. Można też było obejrzeć makietę Starej Oranżerii.
A moje kwiatuszki gipsowe stoją na półce pod obrazem i chyba poproszę kogoś, żeby je może pomalował.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: