Las na Placu Defilad

28 Wrzesień 2016

Kiedy opisywałam wczorajszy dzień, zapomniałam napisać, że dawno nie byłam na tym placu. Jakoś tak tam cicho i pustawo. Dziwnie jakoś. No, ale dzisiaj udało nam się dostać do namiotu, w którym stworzono las.
Wyglądało to tak:
Gdybym nie przeczytała wcześniej, że to namiot, myślałabym, że to jest jakaś wielka, drewniana szopa lub stodoła. Wchodziło się do tego czegoś po wysokich, drewnianych schodach. W wejściu do tej powiedzmy budowli czuć było zapach lasu, ale taki zwielokrotniony, skoncentrowany, taki – jak go potem nazwała moja przewodniczka – „las do kwadratu”. Gdy weszło się wgłąb, nie było już czuć tego zapachu.
Na ziemi leżała ściółka, jakieś szyszki, patyki, chyba piach, gdzieniegdzie po bokach kupy mchu, ale moim zdaniem wrośnięte w coś miękkiego i sztucznego, takie nienaturalnie miękkie kupy, tak bym to nazwała. Były też wsadzone niskie drzewka liściaste i iglaste, jakieś krzewy z owocami, raczej chyba nie leśnymi, nie wiedziałyśmy, co to jest. W namiocie tym było też słychać dźwięki, ale nie był to śpiew ptaków. W jednej części namiotu był zapętlony jeden utwór, ktoś go wygrywał ustami, a w drugiej jakaś mantra czy coś, takie drażniące na dłuższą metę. Co kawałek zwisały ze ściany słuchawki. Gdy się je włożyło na głowę, było słychać dźwięki, które miały obrazować ludzkie emocje. Przy każdych słuchawkach wisiał kawałek grubej tektury, na którym było napisane, co to za dźwięk słychać w słuchawkach. Teraz już nie pamiętam, ale w jednych ktoś wrzeszczał, w drugich ktoś wydawał z siebie dźwięki, które miały wg podpisu obrazować wstyd, gdzieś było słychać płacz dziecka itd, nie pamiętam wszystkiego. Były też jedne słuchawki inne niż wszystkie, takie bardziej wyglądające, jak kula. Przy nich wisiał napis: (żebym teraz nie przekręciła) „terrarium myśli”. Gdy założyło się te słuchawki na głowę, całkowicie wytłumiały dźwięki otoczenia, powodując absolutną ciszę i uczucie, że faktycznie jestem zamknięta w jakimś szklanym słoju.
Przy głośnikach emitujących wyżej opisane dźwięki też wisiały z sufitu takie tektury, na których było napisane, co to za muzyka. Na jednej ze ścian wisiała taka błyszcząca folia. Nie wiemy po co.
Powiem tak:
Chciałam zobaczyć tę nietypową instalację, zobaczyłam, opisałam. Jednak wolałabym, żeby zamiast tej muzyki puszczono tam odgłosy natury. Mogłoby to miejsce służyć zapracowanym ludziom, którzy nie mają czasu na wyjazd, żeby mogli się zrelaksować. Powiedzmy 15 minut na regenerację czy coś. No ale artysta miał taki pomysł, jego prawo.
Ta instalacja powstała w ramach festiwalu skrzyżowanie Kultur.
Jak tak to opisuję, to przyszły mi do głowy inne tego typu instalacje dla ludzi, którym ciężko wyjechać: proponowałabym w takim namiocie plażę z odgłosami morza, teren górzysty z jakimś strumykiem, trawę z odgłosami koników polnych, czy coś w tym stylu.
Z tego co wyczytałam, ten namiot można jeszcze oglądać do soboty w godzinach takich popołudniowo-wieczornych.
Po obejrzeniu tej nietypowej instalacji przeszłyśmy przez Ogród Saski, zjadłyśmy po belgijskim waflu – tak to się chyba nazywało – taki gofer do belgijskiego podobny – a stamtąd poszłyśmy na Elektoralną do domu kultury, gdzie była wyświetlana komedia. Powiem tyle, że najpierw się śmiałam, choć nie zawsze wiedziałam, z czego się śmieję, bo jednak audiodeskrypcja nie zawsze oddaje śmieszną sytuację, którą się widzi w ułamku sekundy, potem płakałam, a na końcu płakałam ze śmiechu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: