W warszawskim ZOO po latach

27 Wrzesień 2016

Wiecie, gdzie dzisiaj byłam?
W ZOO.
I nie dlatego, że kocham zwierzęta. Chciałam po prostu sprawdzić, jak będzie wyglądał edukacyjny spacer dla niewidomych podczas, gdy w zoo nie można zbyt wiele dotknąć. Zaintrygowała mnie informacja, że będą tyflografiki. Zastanawiałam się, co może mieć wspólnego tyflografika z zoo i czy to nie jest jakaś zwykła ściema.
No i okazało się, że byłam mile zaskoczona. Co prawda tam chyba nie wiedzą, co to jest tyflografika, bo w rzeczywistości były tam rzeźby zwierząt z umieszczonymi obok tabliczkami informacyjnymi w brajlu i zwykłym druku. Rok temu uczniowie ze szkół plastycznych wykonali takie rzeźby z gliny, z których potem zrobiono metalowe odlewy. Oprowadzająca nas przewodniczka nie była nawet pewna, czy te rzeźby faktycznie odzwierciedlają prawdziwe zwierzęta, a także, czy na tabliczkach jest napisane brajlem to, co trzeba, więc jej zdaniem ja byłam ich testerem. Jeszcze co do tabliczek dodam, że oprócz napisów był taki coś w rodzaju poglądowego wypukłego obrazka, który przedstawiał, jak wypada wzrost człowieka do wzrostu opisywanego zwierzęcia. I to z całej tej tabliczki interesowało mnie najbardziej.
Byłam jedyną osobą niewidomą w tej grupie. Resztę stanowili uczniowie upośledzeni umysłowo z jednej ze szkół specjalnych. Chyba byłam dla nich pewnego rodzaju atrakcją. Musiałam im na głos przeczytać jedną z tabliczek, żeby zobaczyli, że ja naprawdę umiem to czytać.
Muszę stwierdzić, że odkrywałam zwierzęta egzotyczne na nowo. Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek oglądała nosorożca, goryla, czy niedźwiedzia polarnego.
Dalej opiszę tylko te miejsca, gdzie były eksponaty do dotykania.
W ptaszarni było kilka wypchanych ptaków, skorupa żółwia z odciśniętym w środku kręgosłupem i żebrami, wylinka węża, czyli skóra, którą on zrzuca, strusie jajo, wypchane krokodyle z otwartymi paszczami, jaszczur i coś, co mnie poruszyło, czyli wypchany malutki miś polarny; prawdopodobnie martwy noworodek.
Oprócz tego pani wyjmowała specjalnie dla mnie żywą jaszczurkę, węża, żółwia, wija, który miał ze 300 nóg, patyczaka i… …świnkę morską! Uczniowie cały czas trącali mnie zachęcając, żebym znów i znów coś dotknęła mimo, że już to miałam w ręku. No i nie sądziłam, że jaszczurka jest kolczasta. Zawsze myślałam, że jest obślizgła.
W ptaszarni była też papuga, która od czasu do czasu usiłowała coś powiedzieć. Cały ten czas cykały tam świerszcze, które były pokarmem dla ptaków.
Potem byliśmy jeszcze w sali wolnych lotów. Tam swobodnie latały ptaki a klimat był podobny do dżungli – ciepły i wilgotny. Podłoga też była nierówna, góry i doły a z góry zwisała roślinność.
Gdy już wyszłyśmy z zoo, chciałam zobaczyć las głosów na Placu Defilad. Słyszałam o tym w radiu, czytałam w internecie.
Z Placu Bankowego poszłyśmy spacerem przez Ogród Saski. Znalazłyśmy faktycznie ten namiot, w którym stworzono instalację, ale okazało się, że można ją zwiedzać dopiero od godz 15. Pojechałyśmy więc w kierunku domu, wstępując po drodze do Galerii Wypieków na naleśniki i sok.
W międzyczasie dowiedziałam się, że zajęcia, na które miałam jechać po południu, zostały odwołane, bo nie było na nie wystarczająco dużo chętnych, więc teraz mogę poleniuchować aż do jutra.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: