Czy powstańcom warszawskim należy dziękować?

26 Wrzesień 2016

Ostatnio słyszę o różnych faktach, których nie znałam wcześniej, o rzeziach ludności cywilnej w różnych dzielnicach tylko dlatego, że zaczęło się powstanie, nawet o próbie rzezi w okolicach Konstancina, bo stamtąd szli powstańcy. I gdy potem w każdą niedzielę słyszę, że trzeba tym powstańcom wysyłać kartki pocztowe z podziękowaniami, to mam wątpliwości.
Za co tu dziękować? Za tysiące zabitych cywilów? Za zrujnowanie tego, czego jeszcze nie zdążono zrujnować? Za ludzi pognanych do obozów? Za to trzeba dziękować?
Oto historia całkiem nieprawdziwa, która pozornie nie ma nic wspólnego z powstańcami, ale z dziękowaniem już tak.
Była sobie wieś zabita dechami. We wsi tej mieszkali prości ludzie, którzy swoich tolerowali, a obcych nienawidzili. Do tej wsi wprowadziło się pewne małżeństwo. Ludzie ci nie uprawiali ziemi. Ona dojeżdżała do pracy do pobliskiego sklepu, on postanowił wyjechać za granicę, bo nie mógł znaleźć pracy, a kredyt za dom, do którego się wprowadzili, trzeba było spłacić. Mąż był chamem, gburem i dzieciorobem. Co półtora roku w małżeństwie tym rodziło się dziecko. Było ich już sześcioro a najmłodsze miało zaledwie kilka miesięcy.
Ludzie ci byli wrogami całej wsi. Byli śledzeni, często wybijano im szyby kamieniami, posądzano ich nawet o czary.
Często bywała tam Cyganka przybłęda, bo ktoś, gdy matka chodziła do ciężkiej pracy w sklepie, musiał zajmować się dziećmi. Jednak tego feralnego dnia gdzieś przepadła, a matka musiała iść do pracy. Gdyby ją straciła właśnie teraz, przymarłaby głodem.
Do nikogo nie mogła zwrócić się o popilnowanie dzieci. Do nikogo oprócz pewnej rodziny żyjącej na uboczu, której też we wsi nie lubiano, ale całkiem z innego powodu. Ludzie ci bowiem mieli ślepą córkę. Wszyscy we wsi uważali tę rodzinę za ukaraną przez Boga za ciężkie grzechy. Ślepa Danuaria, bo tak ją we wsi nazywano, miała już 15 lat. Nikt tak naprawdę nie wiedział, co się z nią działo. Podobno w ciągu roku szkolnego przebywała w jakimś przytułku, ale w wakacje siedziała w domu. Kiedy cała rodzina szła na pole, przebierała zgniłe kartofle od dobrych i wykonywała inne równie nudne i bezsensowne zajęcia. Była trochę dziwna i przygłupia i tylko ta obca z szóstką dzieci wierzyła w nią. Do kogo mogła się więc zwrócić z prośbą o popilnowanie swoich dzieci? Tylko do ślepej Danuarii.
Danuaria od razu się zgodziła, choć nigdy w życiu nie zajmowała się dziećmi, nawet swoim młodszym rodzeństwem. Będąc głupią dziewuchą o niskim poczuciu własnej wartości, poczuła, że wreszcie może coś dla kogoś zrobić.
Oczywiście kompletnie nie dawała sobie rady z dziećmi. Cały czas jedynie huśtała kołyskę najmłodszego chłopczyka, reszta zaś robiła co chciała. Dzieci bawiąc się zapałkami doprowadziły do pożaru domu.
Ślepa Danuaria, będąc osobą niedomyślną, nawet tego nie zauważyła. Cały czas huśtała kołyskę z niemowlęciem.
Pożar zauważył jednak pewien stary wioskowy dziwak Dominik. Taki wioskowy wariat. Nie wiadomo, co robił, z czego żył, chodził po wsi, gadał sam do siebie. Był bardzo stary i garbaty. Gdy zobaczył pożar, poszedł tam mrucząc coś o czarownicy i karze boskiej. Jednak coś w nim drgnęło. Wszedł do palącego się domu i wyprowadził z niego niczego nieświadomą ślepą Danuarię wraz z z kilkumiesięcznym chłopcem. Gdy chciał uratować resztę dzieci, zginął wraz z nimi w pożarze.
I tu okazało się, że Danuaria, choć sprawia wrażenie niespełna rozumu, to swój rozum jednak ma. Gdy matka dzieci wróciła z pracy i zobaczyła, co się stało, ślepa dziewczyna powiedziała jej, że gdy wybuchł pożar, wyniosła z narażeniem życia najmłodsze dziecko z domu. Reszty już nie udało się jej wyprowadzić. Matka we wszystko uwierzyła, bo była łatwowierna. Nikt nie mógł zaprzeczyć wersji wydarzeń ślepej Danuarii, bo wszyscy byli wtedy w polu, a starego dziwaka Dominika pochłonął ogień. Nikt we wsi nie zastanawiał się, co się z nim właściwie stało. Ot, był i przestał być. Mąż kobiety, gdy się dowiedział o pożarze, o śmierć wszystkich dzieci oprócz najmłodszego posądził swoją żonę, zostawił ją i zniknął. Podobno związał się z Cyganką przybłędą. Kobieta też zabrała swoje dziecko i wróciła tam, skąd przyszła. Ślepą Danuarię też gdzieś wywieziono. Podobno jest w ochronce dla wariatów. Coś tam bełkocze, że przez nią… …ale nikt jej nie słucha.
Tym czasem matka ocalonego dziecka co dzień na dobranoc opowiada mu, jak to kiedyś dawno, dawno temu zostało uratowane przez bohaterską kobietę, która nic nie widziała. Zataiła fakt, że miało ono starsze rodzeństwo.
Historia ta przechodziła z pokolenia na pokolenie.
75 lat później
Dziadek prosi swoją wnuczkę:
Napisz kochanie kartkę pocztową do przytułku, do niewidomej pani Danuarii. Podziękuj jej za to, że się urodziłaś. To dzięki niej w ogóle jesteś na świecie, bo ta pani uratowała mnie z pożaru.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: