O tym, że dzisiaj nie chcę nikogo widzieć i z nikim gadać

4 Wrzesień 2016

Kiedy obudziłam się rano, uznałam, że nie chce mi się dzisiaj nigdzie wychodzić; nawet do kościoła. W ogóle od czasu, kiedy obejrzałam film Skąd się wzięło chrześcijaństwo zmienił się mój stosunek do tegoż chodzenia do kościoła. Chodzę, no chyba, że mi się nie chce, ale zupełnie inaczej podchodzę do słuchanych tam czytań, mam świadomość, że wypowiadając bezmyślnie słowa modlitwy „Wierzę w Boga” tak naprawdę oszukuję samą siebie i wszystkich dookoła, że do tej pory wierzyłam jedynie ze strachu przed piekłem, że czuję się tak, jakby mi ktoś właśnie przepiłował łańcuch, na którym chodziłam bezmyślnie przez ponad 40 lat i teraz, mimo, że tego łańcucha już nie ma, i tak nie mam odwagi oddalić się od przysłowiowej budy. Uznałam, że będę chodzić nadal do kościoła, no chyba, że mi się nie zechce, jak dziś, ale już nie będę się nikomu z tego tłumaczyć, że ta cała religia, to w zasadzie jest tylko po to, żeby utrzymać ludzi w jakim takim zdrowiu psychicznym, że te wszystkie posty, to tak naprawdę są dla fizycznego zdrowia człowieka i oczyszczenia umysłu, że temu samemu służy modlitwa i powtarzanie w kółko tych samych słów, że taką modlitwą, to mogę co najwyżej pomóc sobie sama, a komuś już nie, no chyba, że pośrednio.
A jeżeli jednak to, co tam głoszą, jest prawdą, to, czy będę chodzić, czy nie będę, to i tak już jestem skazana na piekło, więc właściwie nie mam się po co wysilać. Nie będę o tym rozmawiać z żadnym księdzem, z żadną zakonnicą, bo z góry wiem, co usłyszę. Oczywiście mam kontakt z siostrami zakonnymi, ale nie rozmawiam z nimi na takie tematy. Wśród nich są osoby z gruntu dobre, ale ich umysły, poprzez nieustanną modlitwę i przebywanie głównie we własnym towarzystwie, są już odpowiednio zaprogramowane. Dlatego też wczoraj bardzo trudno było mi czytać fragment książki, który akurat mi wpadł, bo było tam o rzeczy, w którą przestałam już wierzyć a także były tam prawdy, które można zastosować nawet nie będąc chrześcijaninem. Było tam między innymi o tym, że trzeba przebaczać i kochać ludzi złych. A u mnie z tym przebaczaniem hmmm…
A poza tym, to od kilku tygodni jest remont ulicy. Od ponad tygodnia z tego powodu nie wracam z pracy przez park, bo nie wiem, co znajdę na końcu drogi, czy nie skończy się tak, jak mój ostatni powrót, gdzie wychodząc z parku trafiłam na…. …”piaskownicę”, czyli rozkopany chodnik. Tydzień temu całe osiedle miało odciętą najkrótszą drogę do najbliższego kościoła. Ja wsiadłam w autobus i po prostu pojechałam do innego. Jednak dzisiaj jestem w takim nastroju, że nie mam ochoty chodzić ulicami, jeździć autobusami, odzywać się do ludzi, nawet zbliżać się do nich. Wczoraj nawet nie chciało mi się pytać nikogo, jak w tej chwili wygląda przejście na drugą stronę ulicy.
A tu rano, jak na złość zadzwoniła koleżanka. Na początku zastanawiałam się, czy w ogóle odebrać ten telefon. Odebrałam, ale tylko dlatego, że pomyślałam sobie, że może ona chce się dowiedzieć, jak było wczoraj. A ona mi na to, że po południu ma czas i może byśmy poszły do Łazienek, skoro tak chciałam.
Byłam zaskoczona. Pomyślałam sobie, że skoro chciałam, to może faktycznie bym tam pojechała, ale skoro nie poszłam dzisiaj do kościoła, to jakim prawem mam jechać gdziekolwiek.
Mówię do niej – no to umówmy się pół godziny przed koncertem pod Łazienkami.
Ona na to, że się nie wyrobi i w ogóle, dlaczego ja chcę tak wcześnie.
No, żeby zająć miejsce, bo potem wszystkie ławki są zajęte. Kiedyś przyszło nam siedzieć na trawie i pod koniec koncertu niemal po butach przejechał nam samochód należący do Estrady.
A ona zdziwiona mówi, że jak idzie z rodzicami, to cały czas spacerują.
Z kolei ja się zdziwiłam.
– No przecież Ty lubisz chodzić. – mówi koleżanka.
Tak, ale mam zasadę: albo idę na koncert, albo na spacer.
No to ona mówi, że może w takim razie się wyrobi.
Ale to z kolei wiąże się z faktem, że trzeba pół godziny siedzieć jak kołek, żeby ktoś nie podsiadł. A jak się siedzi, to trzeba rozmawiać. A ja nie miałam ochoty rozmawiać ani z nią, ani z nikim. Powiedziałam jej więc, że w tej sytuacji nigdzie nie idę i że właściwie to jest skutek wczorajszego czytania.
I to jest prawda. Ja od wczoraj ciężko odchorowuję to czytanie.
Usłyszałam więc – to nie zgłaszaj się więcej.
No to jej odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że sama z własnej woli się nie zgłosiłam.
– No to nie daj się więcej w to wrobić – odpowiedziała koleżanka.
Zapytała jeszcze, czy będę oglądać kanonizację Matki Teresy z Kalkuty.
Pomyślałam sobie – a co mnie to obchodzi. – Ale głośno tego nie powiedziałam. I tak zakończyłyśmy rozmowę.
Potem zadzwonił ktoś jeszcze. Numer nieznany, ale domyślam się, kto to mógł być. Parę dni temu dostałam informację, że pewna osoba poznana na pewnym warsztacie szuka ze mną kontaktu.
Jednak tego telefonu nie odebrałam. W końcu telefon jest po to, żeby go nie odbierać, jeśli się nie chce. Powiem więcej, telefon można wyłączyć. I to właśnie zrobiłam. Mam telefon wyłączony do odwołania. A w ogóle, nawet gdybym była w lepszym nastroju, to i tak nie mogłabym odebrać tego telefonu, bo w tym czasie po prostu byłabym w kościele.
No. Wypisałam się już. A teraz idę zwinąć się w kłębek. I mam wszystko w nosie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: