Kontrowersje wokół czytania „Quo vadis”

1 Wrzesień 2016

Pod wpisem o zeszłorocznym narodowym czytaniu napisałam komentarz, że w tym roku czytać nie będę. Jednak zmieniłam zdanie. Powód jest pragmatyczny. Zamierzam w najbliższym czasie skorzystać z dwóch propozycji Instytutu Tyflologicznego, dlatego nie chciałabym, żeby mi zarzucono, że korzystam nie dając nic w zamian. Po prostu usługa za usługę i tyle. Jednak już po dzisiejszym zebraniu organizacyjnym jestem zła.
Pani prezes ZGPZN żyje w oderwaniu od rzeczywistości. Otóż w pewnym momencie skierowała do nas czytających prośbę zaczynającą się od słów: „może ktoś z waszych przyjaciół, którzy z wami przyjdą…”. Nie ujawnię, czego prośba dotyczyła. Warknęłam tylko pod nosem coś w stylu „nianiek nie posiadamy”. Otóż dwie trzecie osób czytających, to samotne kobiety po czterdziestce, które nie mają obok siebie nawet widzących członków najbliższej rodziny. Ten wiek, to najgorszy wiek. W tym wieku tzw przyjaciele są ludźmi bardzo zajętymi i nie interesuje ich jakieś tam szorowanie palcami po kropkach. Natomiast pani prezes, jak i większość członków zarządów kół PZN jest przekonana, że każdy niewidomy ma niańkę bądź opiekuna, który jest całkowicie zaangażowany w życie niewidomego i przyjdzie z nim akurat do budynku PZN na czytanie jakiejś tam nudnej książki, pozbawione celebrytów i wodotrysków.
A tak w ogóle, jeśli chodzi o wiek czytających, to już kilka razy usłyszałam dzisiaj zarzut, że osoby czytające są za stare i że nie zadajemy sobie trudu, żeby znaleźć młode, atrakcyjne osoby niewidome, dobrze czytające brajlem, które zechcą brać udział w czytaniu książki „Quo vadis”.
Faktem jest, że nie mam kontaktu z młodym pokoleniem osób niewidomych. Młodzi czytelnicy nigdy licznie nas nie odwiedzali, a teraz w zdecydowanej większości ściągają nasze książki przez internet. Mam więc prawo nie znać ich. Jednak to nie biblioteka, lecz Polski Związek Niewidomych organizuje czytanie, więc zarząd okręgu w Warszawie powinien mieć wiedzę o swoich młodych, niewidomych członkach. Przecież co roku szkołę kończy kilkanaście osób. Gdzie one są? Czy ktoś się nimi interesuje? W jaki sposób zachęcić takie osoby, żeby przyszły i przeczytały publicznie fragment tekstu? Jakich zachęt użyć? Może to jest zbyt trudne. Może wymaga zbyt wielkiego wysiłku.
Wiem, że ten blog czyta przynajmniej jedna taka młoda osoba. Palcem nie wskażę. Prosiłabym o podpowiedź, co zrobić, żeby w przyszłym roku, jeśli takie narodowe czytanie zostanie zorganizowane, średnia wieku osób czytających nie wynosiła 50 lat i żeby zamiast nieatrakcyjnych, starych panien książkę czytali fajni, młodzi, atrakcyjni ludzie.
Jakoś nie mogę zabrać się za choćby przeczytanie wyznaczonego fragmentu. Gorzej, ja nawet jeszcze nie wiem, co dokładnie chcę przeczytać. Myślę, że po opublikowaniu tego wpisu trafię jutro na dywanik i zostanę odsunięta od tej imprezy raz na zawsze. Jeżeli nawet do tego nie dojdzie, to publicznie deklaruję, że w przyszłym roku żadna siła nie będzie mnie w stanie zmusić do publicznego czytania.

Odpowiedzi: 6 to “Kontrowersje wokół czytania „Quo vadis””

  1. xyz said

    Ja na pewno nie przyjdę. Nie chcę sobie psuć fajnego weekendu przebywaniem w jednym pomieszczeniu z tobą. Faktycznie, masz rację, że taka osoba jak ty, na której widok można się porzygać, nie powinna występować publicznie.

  2. xixi said

    Najpierw młodzi musieliby należeć do PZNu, a wielu z nich odchodzi od tej organizacji. Powodów tego jest dużo, ale to wypowiedź na oddzielny wpis.

    • danuaria said

      Mi tego nie musisz tłumaczyć. Ja to wszystko wiem. Sama nie należę do PZN od dwóch lat. Kiedy jednak zapisałam się na proponowane mi rzeczy, nikt mnie nie pytał, czy należę do PZN. Tym bardziej czuję się zobowiązana, żeby jednak wykonać tę usługę i przeczytać.
      Wydaje mi się, że młodzież nie musi należeć do PZN, żeby wziąć udział w takim czytaniu. Młodzi ludzie muszą spełniać następujące warunki: powinni być niewidomi, znać brajla i chcieć czytać publicznie przez jakieś 10 minut. Tyle. Między tymi, którzy pracują na Konwiktorskiej a młodzieżą jest pokoleniowa dziura. Nikt nie zna osób niewidomych w wieku 20-30 lat a kandydatów do czytania szuka się jedynie metodą „może znasz kogoś”. Takie czytanie musi być atrakcyjne, żeby przyciągnąć młodszych do wzięcia czynnego udziału, a jak może to być atrakcyjne, skoro imprezę organizują takie za przeproszeniem baby jagi?
      A o moim stosunku do PZN gdzieś pisałam. Musiałabym odszukać. A teraz siedzę nad rozdziałem XX książki i szukam natchnienia.

  3. xixi said

    Chodziło mi o to, że jak młodzi nie należą do PZN to nawet nie wiedzą, że jest coś takiego.

  4. dash said

    Czasem wpadam i czytam, w końcu postanowiłem się odezwać:
    Tak dokładnie to nie wiem ale może hmm… Zorganizować do tego coś ciekawego co przyciągnie naszą uwagę, może jakieś hmm… nagrody dla najlepiej czytających, można gdzieś rozgłosić w jakichś hmm… światełkach itp, albo w necie na głównej jakiegoś newsa dać że poszukują itd. Piszę ogólnie.

    • danuaria said

      Dobrze kombinujesz. Właśnie przypomniały mi się te wszystkie konkursy czytelnicze, organizowane jeszcze – że tak się wyrażę – w poprzednim wcieleniu biblioteki. Teraz jest ona częścią biblioteki naukowej, więc o tego rodzaju działalności musieliśmy zapomnieć, a działalność Tyflogalerii spadła na barki Zarządu Głównego PZN. A czy Światełko w ogóle jeszcze funkcjonuje?
      Moim zdaniem jest potrzebne coś takiego, jak newsletter, który każdy dostaje na swoją skrzynkę. Moim zdaniem najsprawniej to działa w fundacji Vis Maior, czy Kultury bez Barier. Na stronie PZN owszem są jakieś aktualności, ale chyba nie ma żadnego rss, czy newslettera. Coś kojarzę, że rok temu było jakieś ogłoszenie o czytaniu na stronie PZN, ale trzeba było przede wszystkim wejść na tę stronę i samemu sobie znaleźć tę informację. Ogłoszenie było, a suma sumarum i tak zgłosili się ludzie jedynie z pracujących w budynku na Konwiktorskiej, lub ich znajomych. Nikogo z zewnątrz. No, jeszcze dwoje uczniów z Lasek tam było. Teraz jest podobnie. Mam wrażenie, że ktoś celowo tak informuje, żeby nie poinformować nikogo i żeby było dzięki temu mniej kłopotów. Przecież gdyby przyszedł ktoś całkiem z zewnątrz, musiałby dostać cokolwiek w ramach gratyfikacji, a na to są potrzebne pieniądze, których nie ma.
      NO właśnie. Postulujesz nagrody. Nagrody trzeba kupić. Za co?
      W zeszłym roku czytanie było finansowane w ramach jakiegoś projektu. Gdzie te pieniądze poszły? Osoby pracujące w bibliotece mogły przynajmniej odebrać sobie za to czytanie 4 godziny w pracy. Reszta nie miała z tego nic.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: