Na wagarach, albo o tym, jak wracałam z pracy do domu prawie przez 3 godziny

19 sierpnia 2016

Dzisiaj w budynku, w którym pracuję, nie było wody. Mogliśmy więc wcześniej wyjść z pracy.
Byłam w takim nastroju, że nie miałam ochoty wracać do domu. Pomyślałam sobie – taka piękna pogoda, wreszcie po raz pierwszy od kilku dni zrobiło się cieplej i pokazało się słońce, a ja miałam tak po prostu iść do domu i zająć się jakimiś przyziemnymi czynnościami, jak np obieranie ziemniaków i rozmrażanie ryby? O nie! Mam to gdzieś!
Postanowiłam posiedzieć w parku. W tym celu wysiadłam na przystanku, na którym ostatnio mam zwyczaj wysiadać, poszłam do parku, ale zamiast iść tą drogą, którą idę zawsze, obrałam kierunek przeciwny. Trochę się przeszłam, w końcu znalazłam wolną ławkę, usiadłam i z braku innego zajęcia zaczęłam rozsyłać „pozdrowienia z wagarów”. Żałowałam, że nie mam przy sobie żadnej książki, czasopisma czy czegoś w tym rodzaju. Zostało mi jedynie radio, wsłuchiwanie się w odgłosy bawiących się dzieci na pobliskim placu zabaw i myślenie o niebieskich migdałach.
Kiedy już znudziło mi się siedzenie w parku, postanowiłam pójść w kierunku Pl Wilsona. Uznałam, że może by tak spróbować naleśnika w tamtejszej Galerii Wypieków. Ciągle o tych naleśnikach tylko słyszę, jakie są dobre, a nigdy ich jeszcze nie próbowałam.
Naleśnik był słusznych rozmiarów i po jego zjedzeniu znów wróciłam do parku i szłam w kierunku domu. Jednak po drodze uznałam, że jeszcze nie chcę tam wracać, więc po drodze skręciłam w bok na taki chodnik, prowadzący na górkę. Weszłam na tę górkę i usiadłam na murku. Było tam cicho, spokojnie, nikt się nie kręcił w pobliżu. W weekend jest tu zupełnie inaczej. Tłumy przechadzają się tędy i okupują ławki. Teraz mogłam skupić się na tej ciszy, ruchu ulicznym, słyszalnym gdzieś w oddali i na sobie. Mogłam sobie wyobrazić, że właśnie lecę w kosmos w jakimś wielkim balonie.
Nie wiem, ile tam siedziałam, ale w końcu uznałam, że trzeba wrócić. Po drodze zrobiłam zakupy i gdy przyszłam do domu, okazało się, że wracałam z tej pracy prawie 3 godziny.
Teraz, gdy to opisuję, mam wrażenie, że streszczam jakiś sen, ale uwierzcie mi, to zdarzyło się naprawdę.

Advertisements

komentarze 2 to “Na wagarach, albo o tym, jak wracałam z pracy do domu prawie przez 3 godziny”

  1. Akurat tego dnia też byłem w Galerii Wypieków z niewidomą koleżanką. I też po naleśnika. 😉 Ciekawe, co musiała pomyśleć sobie obsługa o tabunach niewidomych przewijających się przez ich lokal. 🙂
    W ogóle stanowiliśmy bardzo ciekawy zestaw, 😉 bo ja z laską oczywiście, a ona bez. I to jeszcze uparła się, że musi mnie trzymać za prawą rękę, bo tak jej wygodniej. Nie wiem, jak udało mi się zjeść tego naleśnika. 😀

    • danuaria said

      Co sobie pomyślała obsługa?
      Nic sobie nie pomyślała!
      Myślę, że niewidomi powinni przestać myśleć o sobie, że jak wchodzą do jakiegoś sklepu czy lokalu, to ktoś coś tam sobie myśli. Owszem, może myślą tam, gdzie niewidomego nie widzieli, ale tutaj? Na Pl Wilsona? Podejrzewam, że mają tam na tyle duży ruch, że nie pamiętają, kto był. Trzeba o sobie zacząć myśleć w ten sposób, że jesteśmy takimi samymi klientami Galerii Wypieków, jak każdy inny i że też możemy zechcieć przyjść i zjeść naleśnika.
      Btw, o której byliście i z czym jedliście te naleśniki? Podejrzewam, że w na tyle dużym odstępie czasowym ode mnie, że pani sprzedająca zdążyła zapomnieć o mojej osobie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: