O remontach, prowadnicach i poczuciu niesprawiedliwości

14 Sierpień 2016

Zaczęło się od tego, że jeszcze podczas mojego urlopu na Pl Wilsona pojawiały się przy przejściach dla pieszych i krawężnikach wykopy. Swego czasu był też wykop na środku ulicy, na wysepce pomiędzy jezdniami. Nikt przy tym nic nie robił i wtedy udało mi się dowiedzieć od przypadkowej osoby, że to jest remont oświetlenia. Tak zapatrzyłyśmy się wtedy na tę barierkę, że omal nie zapomniałyśmy przejść na zielonym świetle na drugą stronę. Ech, wyobrażałam sobie wtedy, że montowane są nowe sygnalizatory. Dźwiękowe sygnalizatory.
Jakiś tydzień temu dowiedziałam się z radia, że to nie żadne sygnalizatory, lecz stawiane są latarnie, podobne do zabytkowych.
Kilka dni temu dowiedziałam się też, że znów remontowana jest ulica Krasińskiego i w jakiś weekend znów zostanie zamknięta dla ruchu. Póki co, jezdnia jest częściowo rozkopana a jeden z przystanków cofnięty o kilkadziesiąt metrów pod park.
W piątek, idąc do pracy, spotkałam robotników pracujących przy sygnalizatorach. Kiedy jeden z nich przeprowadzał mnie przez jezdnię, zaczepiłam go prowokacyjnie, wiedząc doskonale, że on nie ma na to żadnego wpływu, ale chcąc sprawdzić, co powie.
– Lepiej byście sygnalizatorami dźwiękowymi się zajęli.
– Z tego co wiem, nie jest to w tym roku planowane.
– Wstydziliby się. Wydają pieniądze na bzdury.
– Tak. Sygnalizacja dźwiękowa jest na byle głupim skrzyżowaniu, a tu nie jest planowana.
Po chwili dodał jeszcze:
Ale my tu tylko jesteśmy od roboty.
Kiedy wróciłam z pracy, nawet miałam opisać tę rozmowę, ale się powstrzymałam, żeby nie zostać oskarżona przez stałych komentatorów o to, że nie piszę pism w tej sprawie do odpowiednich urzędów, tylko biernie czekam. Jednak zmieniłam zdanie po tym, co zobaczyłam wczoraj.
Otóż wczoraj byłam u mojego brata na Bródnie. Wysiadłam z autobusu, a tam… …wyremontowany chodnik z linią prowadzącą, jeszcze nie całkiem wykończony, bo podobno grzebią się strasznie, ale w ogóle coś takiego widzę po raz pierwszy na ulicy, na której nie ma żadnej instytucji, mającej coś wspólnego z niewidomymi. No, może przesadziłam. Jest tam szkoła integracyjna. To nic, że tę prowadnicę zrobiono tylko na jednej ulicy i tylko po jednej stronie. To był ten moment, kiedy dopadło mnie poczucie niesprawiedliwości.
Przez 14 lat cierpliwie znosiłam najpierw brak świateł na większości przejść na Pl Wilsona, potem po ich pojawieniu się trudność w rozeznaniu, kiedy jest światło czerwone a kiedy zielone. Kiedyś nawet interweniowałam w tej sprawie, może nie osobiście. Dowiedziałam się wtedy, że sygnalizacja dźwiękowa na Pl Wilsona spowoduje, że będzie jeszcze bardziej niebezpiecznie. Nie wiem, co to miało oznaczać. Znosiłam to cierpliwie, nawet przyzwyczaiłam się do funkcjonowania w tych warunkach, przy każdym remoncie na skrzyżowaniu miałam nadzieję, a ostatnio trochę tego było, aż wczoraj na tej prowadnicy na ul Bartniczej na warszawskim Bródnie coś we mnie pękło.
Powiem tak:
Mam wrażenie, że pod względem sygnalizacji dźwiękowej Żoliborz jest jedną z gorzej oznakowanych dzielnic. Kiedyś było kilka udźwiękowionych skrzyżowań, ale udźwiękowienie to zostało wyłączone. Jedno z tych skrzyżowań znajduje się pod samym nosem siedziby żoliborskiego koła PZN. Udźwiękowienie było też w dwóch miejscach na Pl Wilsona, bo tylko w dwóch miejscach były światła. Wraz z powstaniem stacji metra sygnalizacja dźwiękowa została albo wyciszona, albo w ogóle zlikwidowana, tego nie wiem. Koleżanka mieszkająca w pobliżu nawet usiłowała dowiedzieć się, dlaczego to zniknęło, ale nikt nie umiał jej odpowiedzieć na to pytanie. Nie wiadomo, kto to wyłączył, dlaczego to wyłączył, w ogóle nikt się do tego nie poczuwał.
Przed wybudowaniem stacji metra na Pl Wilsona kręciło się tam sporo niewidomych, ponieważ była tam pętla autobusu 708 jeżdżącego do Lasek. Jednak autobus wyniósł się na Młociny, więc niewidomi też – że tak powiem – się tam wynieśli.
Dlaczego nie walczę o sygnalizację dźwiękową?
1. Dlatego, że przedstawiciel ZGPZN piszący pismo w tej sprawie dostał odpowiedź odmowną.
2. Członkowie zarządu żoliborskiego koła PZN są wyjątkowo zaangażowani w swoją pracę. Skoro jednak mimo to nie potrafili utrzymać nawet sygnalizacji pod swoją siedzibą, pewnie nie potrafili wywalczyć też udźwiękowienia na Wilsona. A kim że ja jestem wobec PZN?
3. Ponieważ na Wilsona nie ma już pętli autobusu 708 do Lasek, nie ma też siedziby fundacji Vis Maior, ja jako ja nie mam żadnych argumentów, z wyjątkiem własnej wygody.
4. Pisałam o tym kiedyś na starym blogu. Były urzędnik radził z dużą częstotliwością pisać pisma w danej sprawie, żeby teczka stała się gruba. Nie chcę odstawiać komedii. W końcu krzywda mi się nie dzieje. Co najwyżej czasem łamię przepisy, ale robię to wyłącznie wtedy, gdy nic nie jedzie. Policja nie ma prawa ukarać mnie mandatem za przechodzenie na czerwonym świetle.
5. Obawiam się, że gdybym pisała pismo wyłącznie we własnym imieniu, mogłoby się stać to, co stało się z pewną emerytką, starającą się o dodatek mieszkaniowy.
Nie opowiadałam tej historii.
Pewna emerytka starała się o dodatek, ponieważ jej przysługiwał z racji zbyt niskiego dochodu. W odpowiedzi dostała propozycję, że skoro nie stać ją na opłaty, to mogą ją przenieść do mniejszego mieszkania.
A tak w ogóle, to poza brakiem sygnalizacji dźwiękowej nie powinnam narzekać. Od czasu, kiedy tu się wprowadziłam, sporo się zmieniło. Wyremontowano przejścia dla pieszych na Krasińskiego, częściowo przystosowując je. Są zjazdy, grochy i na zjazdach i na obu brzegach wysepki na środku takie, że jebutwoj mać, i to zarówno przy Wilsona, jak i tutaj koło mnie. To duże ułatwienie. Do pełni szczęścia brakuje mi jedynie tych parę sygnalizatorów dźwiękowych na przejściach przy Pl Wilsona.
Wiem, że jest jeszcze wiele niebezpiecznych skrzyżowań w Warszawie, które nawet świateł nie mają, ale gdy słyszę, na jakie bzdury wydaje się pieniądze, to mam już dość!
No bo np po co robić linie prowadzące na trasie spacerowej np nad Wisłą, na którą osoba niewidoma raczej sama nie pójdzie, przynajmniej takiej nie znam; po co jakieś nie zdające egzaminu tablice informacyjne. Nie umiem walczyć. Mam poczucie, że nie mam mocy sprawczej, nie będę przecież opowiadać, że codziennie, przechodząc przez Pl Wilsona, czuję się upokorzona, bo to i nie prawda i nie w moim stylu.
Dlaczego można zrobić wypukłe oznaczenia na chodnikach, a nie można udźwiękowić przejścia dla pieszych? dlaczego do poruszania się niewidomych nie podchodzi się kompleksowo?
A może ci, co kładą te chodniki i robią te przejścia, nie zdają sobie sprawy, co na nich kładą? Może to się dzieje tak bezmyślnie na zasadzie „taki materiał dostaliśmy, taki kładziemy” nawet nie wiedząc, że kładzie się ułatwienia dla niewidomych?
Sygnalizacja dźwiękowa jest czasem na takich skrzyżowaniach, o których nikt niewidomy by nie pomyślał. Pewnie nikt tam specjalnych pism nie pisał. Zamontowano sygnalizatory i już. Mam poczucie, że choćbym nie wiem jakie pisma pisała, to sygnalizatory pojawią się wtedy, kiedy możnowładca dzielnicy uzna to za stosowne, a nawet jeśli się pojawią, to szybko zostaną wyłączone, bo będzie to komuś przeszkadzać.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: