Bardzo głupie sny

20 lipca 2016

Dzisiejsze sny były tak absurdalne, że aż głupie.
Najpierw śniło mi się, że miałam pilnować bratanka, bo brat z bratową pojechali na jakąś rodzinną imprezę i mieli wrócić w nocy. Kiedy tam byłam i już miałam go kłaść spać, okazało się, że on nie jest sam jeden, ale jest ich trzech, w różnym wieku i tak samo upośledzonych. Jeden był dorosły, drugi nastoletni, a trzeci miał może z 5 lat.
Położyłam ich spać, już spali głęboko, gdy brat z bratową wrócili i zaczęli bardzo głośno się zachowywać. Bratowa zażądała ode mnie chrupek lub herbatników. Początkowo myślałam, że ich nie ma, ale po chwili znalazłam je w szafie. Usiedliśmy i jedliśmy te chrupki, a właściwie to były takie ptysiowe paluchy, tzw „słomki”.
Później ja znalazłam się na komunii jakiegoś dziecka. Było to w jednej z knajp na Pl Wilsona. W pewnym momencie wszedł mężczyzna. Matka komunijnego dziecka radośnie go przywitała. Najwyraźniej się znali. Może był kimś z rodziny? Nie wiem. Natomiast z rozmowy zorientowałam się, że jest kierowcą autobusu 185. I tu nie wiem skąd wiedziałam, że ten kierowca porzucił swój autobus na przystanku na Mickiewicza naprzeciwko stacji metra. Dokładnie, to był przystanek w kierunku pętli na Gwiaździstej. I potem, siedząc w tej knajpie, jednocześnie byłam w tym autobusie i słyszałam, jak tłum ludzi wpakował się do niego. Niektóre kobiety cieszyły się, że mają szczęście, że na ten autobus zdążyły. Ja natomiast myślałam z trwogą – ci wszyscy ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że nie wiadomo, ile ten autobus będzie tu stał, bo kierowca siedzi w restauracji z rodziną. Może w tym czasie przyjechać kolejny autobus i ludziom trudno będzie się pozbierać, żeby do niego szybko się przesiąść.
A potem znalazłam się na wycieczce w Paryżu. Wraz z koleżanką z podstawówki jechałyśmy ulicami Paryża na parkowej ławce, jak na wózku inwalidzkim. Tylko że jadąc na tej ławce musiałyśmy odpychać się nogami. Najgorzej było na przejściach dla pieszych, bo krawężniki były wysokie a zielone światła trwały krótko. Wlekłyśmy się na końcu grupy a ja miałam wyrzuty sumienia, że jedziemy tą ławką. Nawet chciałam z niej wstać, ale z jakiegoś nieznanego mi powodu nie mogłam zbyt długo chodzić, więc podprowadziłyśmy ławkę z jakiegoś ogrodu. Jechałyśmy tak przez miasto, gdy w pewnym momencie podniósł się z przodu krzyk.
No i teraz mam problem, bo nie mogę wymienić tej osoby z imienia, bo… …i mam problem, bo nie mogę napisać, dlaczego nie mogę wymienić tej osoby z imienia.
W każdym razie z przodu podniósł się krzyk. Krzyczano imię tej osoby – O! Ona skręciła gdzieś! O! Patrzcie! Kupiła sobie drogie perfumy! Jak mogła nam to zrobić!
A ta osoba na to odpowiedziała – Gdybyście nie szli tak wolno, to wszyscy moglibyśmy wejść do tego sklepu.
I znów poczułam się winna, że to przeze mnie, bo jadę na tej ławce.
W końcu doszliśmy do restauracji. Tam przewodnik oprowadzający nas…
…I tu muszę zrobić dygresję. Przewodnikiem był pan Jerzy, którego poznałam 16 lat temu na wyjazdach ze Smrekiem.
Więc pod tą restauracją przewodnik oprowadzający nas powiedział: jak tam wejdziecie, to zamówcie sobie słony żurek ze śmietaną.
Weszliśmy, usiedliśmy, a tam karta dań tylko po francusku. Przy stoliku siedziałam ze słabowidzącymi koleżankami z podstawówki. Mimo, że nie znały francuskiego, szybko zorientowały się w tej karcie. Dania kosztowały po 100 euro, ale jedna z nich się dopatrzyła, że jak się zamówi dokładkę, to ta dokładka kosztuje 30 euro.
Koleżanka, która jechała ze mną na ogrodowej ławce zaproponowała, że zjemy jakąś pikantną potrawę z ryżem, zamówimy porcję z dokładką i zjemy ją na pół. Zgodziłam się na to, choć tak naprawdę miałam ochotę jedynie na coś słodkiego.
Zawołałyśmy kelnera.
W tej restauracji, żeby wezwać kelnera, trzeba było powiedzieć głośno słowo „krulik!”, ale z takim francuskim „r” i z akcentem na sylabę „li”. Kelner przyszedł, ale po rozmowie z koleżanką odszedł. Pokazywali sobie coś na migi. Po chwili koleżanka wytłumaczyła mi, że to danie dostałybyśmy w dużym garnku i dlatego z niego zrezygnowała.
Pomyślałam sobie – i co teraz będziemy jeść? Jestem głodna. Miałam ochotę powiedzieć kelnerowi „something sweet”, ale nie byłam pewna, czy kelner to zrozumie. W końcu Francuzi kiepsko znają angielski. Przekonałam się o tym na lotnisku w Belgii ponad rok temu.
Byłyśmy w kłopocie. Usłyszałam, jak jedna z koleżanek dzwoni do Polski do męża i prosi go o pomoc. Mówiła – Heniu, powiedz mi, jak mam to wymówić?
I wtedy obudziłam się i pomyślałam – pewnie na tej karcie dań były jakieś piktogramy, a koleżanka dzwoniąc do męża pokazywała mu w wideo rozmowie tę kartę dań.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: