Dopadł mnie pierwszy, prawie letni żywioł

17 czerwca 2016

Kiedy za oknem mojej pracy szalała ulewa z burzą, akurat rozmawiałam przez telefon z czytelniczką, która zamierzała się do nas wybrać, ale przestraszyła się burzy. Ja byłam prawie w Śródmieściu, ona chyba na Bielanach. Bardzo jej zależało, żeby przyjść właśnie dziś, w ostateczności w poniedziałek. Bo we wtorek wyjeżdża. Zaproponowałam jej – może teraz wybierzemy razem książki, ja przygotuję tzw kompilację, a pani potem tylko przyjdzie, kopiuj, wklej, będzie szybciej. Kiedy wybierałyśmy te książki, za oknem szalała ulewa, która szła poziomo na szybę. Biurko mam koło okna. Przez telefon wyrażałam swoje przerażenie tym, co za nim słyszę. Rozmawiając jednocześnie z nią, zamykałam okno nad moim biurkiem. Tak się bałam, choć było tylko uchylone.
Jednak podczas naszej rozmowy burza przeszła, przejaśniło się i czytelniczka zmieniła zdanie. Przyjechała. Przed zamknięciem jeszcze zdążyła.
Potem był spór, czy burza jeszcze będzie, czy już nie.
Burzy nie było. Było coś chyba jednak gorszego.
Wiatr zaczął zrywać się, gdy stałam na Stawkach czekając na tramwaj. O powrocie do domu przez park mowy nie było. Porządnie wiał, gdy stałam na pl Wilsona przy straganie „pani truskawkowej”. Tak mi zapachniały truskawki, że nie mogłam się oprzeć. Wiatr temu nie przeszkodził.
A potem jeszcze uparłam się, żeby iść do kiosku i wtedy uderzył z wielką siłą. Szłam odmawiając w myślach „Aniele boży, stróżu mój…”
A w kiosku usłyszałam – mówili, żeby nie wychodzić z domu bez potrzeby.
A ja na to, że z domu nie wyszłam, bo jeszcze do niego nie wróciłam.
A Anioł Stróż chyba pomógł, skoro tu siedzę i do Was piszę.
Połamanych drzew w mojej okolicy nie widziałam. Pętało się trochę drobnych patyków. Na zewnątrz prywatnego przedszkola w budynku obok beztrosko bawiły się dzieci, jak zwykle.
W centrum i na Ochocie było tyle zniszczeń. Nie jeździły tramwaje. Na jakiejś budowie parkan wpadł do wykopu… …Szczęściara ze mnie.

Reklamy

komentarze 2 to “Dopadł mnie pierwszy, prawie letni żywioł”

  1. Tak tak, na Ochocie było mnóstwo dużych gałęzi. Dobrych kilka znalazłam na krótkim odcinku Bitwy Warszawskiej – pomiędzy naszym budynkiem, a Szczęśliwicką. Jednak też byłam szczęściarą, bo nawet się przez żaden konar nie przewróciłam.

  2. […] wracać razem. Opowiadała mi też o tym, jakich zniszczeń w parku przy muzeum dokonała ostatnia wichura. Otóż przewróciło się wielkie drzewo, niszcząc jedną ze szklanych rzeźb. Jeszcze jest […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: