O zwiedzaniu fabryki Wedla

14 Maj 2016

Dzisiaj w ramach Nocy Muzeów zwiedzałam fabrykę Wedla. Co prawda nie była to jeszcze noc, lecz późne popołudnie, bo Wedel jest dzisiaj otwarty dla zwiedzających od godz 12 do północy.
Po fabryce oprowadzają jej pracownicy a podczas zwiedzania cały czas trwała praca. Przewodniczka opowiadała np jak powstaje czekolada, że gdy powstaje, to tak naprawdę do formy jest wlewana do góry nogami, co mnie nie zdziwiło, że torciki wedlowskie są dekorowane ręcznie, że każdy kwiatek, każdy szlaczek jest zrobiony ludzką ręką. Cukierki też są pakowane ręcznie.
Ale nie zaczęłam od początku.
Więc zacznę od tego, że zwiedzanie zostało poprzedzone poczęstunkiem: cukierki z mieszanki, ptasie mleczka o różnych smakach, ciasteczka, wafelki, przesłodziłam się dość szybko, o dziwo. Ale nigdy wcześniej nie jadłam ptasiego mleczka kawowego w białej czekoladzie i karmelowego.
Potem przeszliśmy do sali, przez której przeszklone ściany było widać, jak ludzie pracują. Moja przewodniczka stwierdziła, że prawie nie było tam mężczyzn. Całą produkcję wykonywały kobiety. W pewnym momencie wypatrzyła jednego mężczyznę, przewożącego jakąś paletę. Osoba oprowadzająca tłumaczyła, że produkcja odbywa się na kilku poziomach. Teraz już dokładnie nie pamiętam, czy było ich 3, czy 4. Na jednym poziomie produkowano czekolady i batony Pawełki, na drugim bombonierki, na trzecim figurki takie jak baryłki i coś tam jeszcze, na czwartym chyba torciki, teraz już mi się pomieszało, bo jeszcze oddzielnie była mieszanka wedlowska, tak byłam zdziwiona, że ta produkcja jest aż tak podzielona. Kiedy jest sezon, produkcja jest na 3 zmiany, poza sezonem jest 5 dni w tygodniu, tak ponoć lubimy słodycze, że tyle muszą ich produkować.
Potem przeszliśmy do najstarszej sali, w której stał stół z intarsjowanym wizerunkiem dziewczynki czy chłopca na zebrze. Teraz już nie pamiętam, kto na tej zebrze siedział, ale na pewno była to zebra. To było pierwsze logo Wedla. Aż zapytałyśmy oprowadzającą nas pracownicę, dlaczego akurat zebra. No bo był to symbol Afryki, z której przywożono i do tej pory przywozi się kakao do produkcji czekolady. Oprócz stołu był sejf, w którym przechowywana jest receptura. Tyle pamiętam z tej sali. W tej sali pani oprowadzająca opowiedziała nam całą historię firmy.
Potem była sala, w której stały różne rzeźby i obrazy z czekolady i makieta miasta z jeżdżącą kolejką, także z czekolady. Tylko mechanizm napędzający kolejkę z czekolady nie był. Kolejka jechała i dzwoniła. Tam dowiedzieliśmy się, że np można poprosić o zrobienie specjalnego torcika wedlowskiego na zamówienie, z jakimś szczególnym rysunkiem a obrazy z czekolady są robione specjalnie na wystawy. Moja przewodniczka stwierdziła, że obrazy są nieciekawe. Oprócz makiety miasta z kolejką była tam np syrenka w stroju reprezentacji piłkarskiej z piłką w ręku zamiast tarczy, syrenka na nartach biegowych, zdaniem mojej przewodniczki nie podobna do Justyny Kowalczyk, koty i… …świnki morskie!
O ile pamiętam, to były te 3 sale. Może było coś jeszcze, ale tego nie pamiętam.
Na koniec znów każdy dostał po 2 batoniki i wafelku w czekoladzie. No i zostaliśmy zachęceni do kupowania produktów. Pani zachwalała, że mieszanka ma nowe smaki itp. Przed budynkiem stał namiot, w którym można było coś kupić.
Po wyjściu z budynku mogliśmy jeszcze przyjrzeć się replice samolotu reklamowego Wedla a jeden z pracowników stał koło niego i chętnym opowiadał o nim.
Rzecz jasna, podczas zwiedzania nie było możliwości dotknięcia czegokolwiek, ale od początku byłam tego świadoma. Trudno, żeby rękami dotykać wytwory z czekolady. Jednak rozwaliła mnie uwaga pani oprowadzającej, która z przerażeniem stwierdziła – przecież ten budynek nie jest przystosowany dla niepełnosprawnych! Tu są schody!
Na co odpowiedziałyśmy jej, że to nie są jedyne schody w Warszawie, a moja przewodniczka dodała, że wiele osób już prowadziła po schodach i jeszcze nikt przy niej z nich nie spadł.
Ktoś przysłuchujący się tej rozmowie stwierdził, że zabrzmiało to groźnie, tzn że upadek ze schodów jest możliwy.
Potem ta pani ostrzegała co chwila całą grupę, że mają uważać na schodach. Ale to mnie nie zdziwiło. Kiedy zwiedzałam wiele lat temu siedzibę radiowej Trójki, pani tam oprowadzająca też ostrzegała, żeby uważać na schodach. Wtedy moim przewodnikiem była jakaś przypadkowa osoba z tłumu zwiedzających.
A na koniec dodam, że przeglądając program tegorocznej Nocy Muzeów przy Wedlu było wyraźnie napisane, że miejsce nie jest dostępne dla niepełnosprawnych.
W sumie szkoda, że nie jest dostępne i to nie ze względu na zwiedzających. Myślę, że osoby niepełnosprawne mogłyby tam pracować przy produkcji słodyczy, nawet niewidome przy pakowaniu, bo – jak zrozumiałam – pakowanie produktów jest ręczne. Ale osoby z innymi niepełnosprawnościami mogłyby np dekorować torciki, albo robić jakieś inne rzeczy wymagające pracy ręcznej.
Ale to może tylko moje pobożne życzenie, może czegoś o tajnikach produkcji nie wiem, a może siedmiogodzinny dzień pracy niepełnosprawnych zakłóciłby cały proces produkcji, powstałoby mniej słodyczy, a firma miałaby mniejsze zyski.

Reklamy

Jedna odpowiedź to “O zwiedzaniu fabryki Wedla”

  1. Ale Ci zazdroszczę. Jak będzie można za rok, to też pójdę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: