Współczuję temu zabójcy

26 kwietnia 2016

I tu będę się powtarzać, bo z pewnością już to napisałam wiele razy, ale napiszę to jeszcze raz, i jeszcze raz, i jeszcze raz, i tyle razy, ile będzie trzeba.
Wczoraj zapadł wyrok w sprawie człowieka, który wyładował swoją frustrację na dziesięcioletniej dziewczynce, uderzając ją siekierą w głowę.
Żal mi tego człowieka. Bardzo dobrze go rozumiem. Współczuję mu wszystkiego, począwszy od imienia, jakie nadali mu rodzice, poprzez sytuację, w której się znalazł. Pewnie całe swoje dotychczasowe życie tłumił w sobie różne frustracje, aż w końcu nie wytrzymał. To przez te biurwy, które nie wykazały się odrobiną empatii, bo przy takiej rzeszy bezrobotnych trudno jest okazywać empatię, które nie poinformowały go, jak ma dalej postępować, co ma robić. Biurwy w tym kraju doprowadziły już do nie jednej tragedii, w wyniku której człowiek szukający u nich pomocy w rezultacie trafił do więzienia, bo wyładował swoją frustrację, kończąc czyjeś życie.
No właśnie. I tu mam wątpliwości, czy ta dziewczynka faktycznie zmarła od ciosu siekierą.
Dlaczego?
Kiedy to się stało, to tak między wierszami przypadkowi ludzie wspominali, że ta dziewczynka miała ciężką wadę serca i miała niedługo iść na jakąś kolejną, ciężką i kosztowną operację, na którą ludzkość zbierała pieniądze i co roku wpłacała na nią 1 % swojego podatku. I nawet teraz między wierszami wspomniał ktoś, że po tym uderzeniu dziewczynka jeszcze żyła i była całkiem przytomna. Może chore serce dało o sobie znać, a może jakiś niewyspany bądź zamroczony środkami przeciwbólowymi konował w szpitalu popełnił błąd, który udało się zatuszować, zrzucając wszystko na frustrata z siekierą?
Podejrzewam, że ta dziewczynka i tak by długo nie pożyła, skoro była tak chora i rodzice powinni dziękować losowi, że pozbawił ich w sposób nagły i zdecydowany spędzającego im sen z powiek kłopotu. Ja wierzę w to, że śmierć do każdego człowieka przychodzi w najbardziej właściwym dla niego momencie, tylko jeszcze nie mogę zrozumieć, dlaczego czasem ta śmierć przychodzi z ręki innego człowieka, nie ważne, czy przy pomocy samochodu, siekiery, czy popełnienia błędu przez lekarza w szpitalu.
W każdym razie żal mi tego człowieka, który chodził wściekły z siekierą, bo go bardzo dobrze rozumiem. I cieszę się, że mnie los odebrał wzrok, bo może też bym chodziła z jakąś siekierą i zrobiła komuś krzywdę.
Ostatnio wracając skądś potknęłam się o jakiś twardy przedmiot leżący na ulicy. Nie wiem, co to było: kawałek cegły, kamień, nie wiem. Kopnęłam, poszłam dalej, ale potem pomyślałam sobie – a gdyby to tak wziąć ze sobą i walić tym w źle zaparkowane samochody?
Czasami mam ochotę komuś przywalić tak ogólnie za całokształt, ale tego nie robię. Na razie tego nie robię. Obawiam się jednak, że pewnego dnia też wybuchnę, jak ten młody, bezrobotny mężczyzna po studiach.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: