Sny o wyjazdach, spacerach i grze ze szpilkami

23 Kwiecień 2016

Już dawno nie opisywałam tu snów. Z dwoma zwlekałam już dobre parę tygodni, a ten ostatni, który ostatecznie sprowokował mnie do popełnienia tego wpisu, był dzisiaj. No więc potraktuję je wszystkie hurtowo.

1. Sen o wyjeździe nad morze.
Śniło mi się, że pojechałam nad morze z jakąś zorganizowaną grupą niewidomych. Pewnie to było Duszpasterstwo. Pojechałam tam z koleżanką, tą, która mi kiedyś powiedziała, że jak ktoś jedzie na wakacje z osobą niewidomą, to ma przesrane, bo sam nie ma wakacji. Pojechałyśmy tam jej samochodem.
Pewnego dnia miała być jakaś wycieczka autokarowa, ale ona uznała, że chce być tego dnia sama i pojechać samochodem w jakieś całkiem inne, odludne miejsce, żeby tam pobyć. Cała grupa pojechała autokarem na plażę do innej miejscowości. ale na tę plażę trzeba było zejść z urwiska po bardzo stromej ścianie. Ściana była porośnięta trawą, zsuwaliśmy się z niej, jak wiewiórki, albo jakieś inne małpy. Pamiętam, że byłam oparta plecami o tę stromą, niemal pionową ścianę i bez żadnego wysiłku, trzymając się rękami roślinności, po prostu zręcznie się zsuwałam. Tak byłam tym zdziwiona, że aż się obudziłam.

2. To też był wyjazd z Duszpasterstwem, ale gdzieś na południe Polski, do ośrodka w jakimś odludnym miejscu. Sen był dość długi.
Najpierw był wieczór jednego dnia, gdzie siedzieliśmy przy ognisku, ale nie dostaliśmy kolacji.
Potem był ranek następnego dnia. Zeszliśmy na śniadanie, ale nic nie zjadłam, bo nikt mi nie chciał niczego podać ze stołu.
A potem wypuściłam się na długi spacer z koleżanką z pracy, która prawie nic nie widzi, ale poruszała się po tym terenie tak pewnie, że ja się w ogóle nie bałam. Szłyśmy więc wśród lasu, czasami asfaltową drogą, czasami skręcałyśmy z niej na jakieś ubite ścieżki, które to wznosiły się, to opadały, mnóstwo ptaków śpiewało i podejrzewam, że ponieważ to było nad ranem, w rzeczywistości przebijały się ze świata realnego ptaki śpiewające za oknem. Szłyśmy i szłyśmy, aż w końcu spotkałyśmy takiego pana, którego poznałam w zeszłym roku w Olsztynie. Ten pan często służył do mszy i przez pierwszy tydzień siedziałam z nim przy stole, tzn trudno to nazwać siedzeniem, bo on ciągle gdzieś krążył i nie jadł, a w drugim tygodniu przyjechała do niego córka.
No więc spotkałyśmy tego pana z jakimś upośledzonym chłopakiem i dołączyliśmy do nich. Pamiętam, że wchodziliśmy do jakichś pomieszczeń i w ogóle przegapiliśmy obiad. Powiedziałam głośno, że w tym ośrodku jeszcze nic nie jadłam i w ogóle nie czuję głodu. I obudziłam się.

3. A dzisiaj śniło mi się, że w Kąciku pod Wieżą grałam z Ewą w grę, która polegała na wbijaniu szpilek w planszę. Szpilek było mnóstwo! Wypadały mi z rąk, gubily się, bo musiałam trzymać je w garści. Do tego nie grałyśmy na stole, tylko na jakimś taborecie postawionym między nami. Było mi bardzo niewygodnie. Od czasu do czasu przychodzili jacyś ludzie i przerywali nam grę, bo Ewa musiała wtedy odejść i ich obsłużyć. Ludzie się dziwili, w co my gramy. Ja nie rozumiałam tej gry tym bardziej, im bardziej było gęsto od szpilek na planszy. O coś tam chodziło, że jak chciałam postawić szpilkę w linii prostej od szpilki przeciwnika, to musiałam powiedzieć słowo „niedźwiedź”, a jak chciałam postawić szpilkę na skraju planszy, to musiałam powiedzieć słowo „zbieg” a przeciwnik miał prawo zabrać mi szpilkę i postawić w tym miejscu swoją. Wszystkie szpilki miały jednakowe łebki i gdy zaczęłam zastanawiać się, skąd właściwie wiadomo, które szpilki są moje a które Ewy i kiedy właściwie ta gra się skończy, obudziłam się.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: