Jak można pisać takie rzeczy!

23 marca 2016

Pamiętacie może przypowieści?
Otóż dwie z nich, czyli o mieszkaniu z nietypowym oknem i o instruktorze pływania napisałam pod wpływem niezbyt udanej współpracy z pewną osobą, która przedstawia siebie jako psychodietetyka i terapeutę odchudzania, a w rzeczywistości jest właściwie nie wiadomo kim. Ta pani bez mojej wiedzy wpisała mój adres mailowy na swój newsletter. Nie wypisałam się z niego, bo w sumie interesuje mnie nadal, jakie działania ta pani podejmuje. Do tej pory nieregularnie przychodzące wiadomości czytałam ze spokojem. Do wczoraj.
Wczoraj dostałam coś, co wprawiło mnie w stan zamurowania i oburzenia jednocześnie. Długo zastanawiałam się, czy pokazać to oburzenie tutaj, ale miałam wątpliwości, bo wydawało mi się, że skoro pani opisuje publicznie problemy, z którymi ludzie przychodzą, a problemy są poważne, i opisuje te przypadki z imionami pacjentek, i jeżeli ja to zacytuję tutaj, to tylko powielę ten krytykowany przez siebie proceder. Jednak koleżanka wczoraj uświadomiła mi, że taki sposób pisania i mówienia jest powszechnie stosowany, choćby na kazaniach przez księży, że imiona są zmyślone, opisywane przypadki są kompilacją różnych przypadków, a czasami te opisywane problemy są wręcz wymyślane przez osoby, które to piszą, to postanowiłam umieścić tu tekst, który mnie tak zbulwersował, po małej modyfikacji, gdzie imię klientki zostanie pominięte. Do tej pory jestem oburzona i prawie pewna, że jednak ta pani opisała prawdziwy przypadek. Już nigdy nie pójdę do żadnego pseudo terapeuty, bo nie wiadomo, kiedy to co powiem wypłynie w internecie.
A teraz ten tekst, który wczoraj tak mnie zbulwersował. I dodam jeszcze, że na tle opisywanych przez tę panią przypadków, bo takich w przeszłości przeczytałam już więcej, to ja jestem malutki pikuś i w ogóle osoba całkiem normalna. Aha. I jeszcze jedno. Ta pani w ogóle nie ma gabinetu. A przynajmniej nie miała go w grudniu 2014. I jeżeli znajdzie tu swój tekst i poda mnie do sądu, to chętnie stawię się na wezwanie i z tą panią powalczę, za to, co mi zrobiła.

„W piątek wpadła do mnie do gabinetu X. Z rozwianym włosem, z zaciśniętymi pięściami. Sprawiała wrażenie dość zdeterminowanej do zmiany stylu życia. Ba, mówiła, że jest gotowa nawet wszystko rzucić, żeby szybko zmienić swoje życie.  Byle ratować siebie i swoje ciało.
Jakie grzechy ma za kołnierzem X, że jest gotowa na takie wyzwanie?
Pani X się objada. Do bólu brzucha. A nawet jeszcze mocniej. Często płacze nad sobą, bo dostrzega, jak ciężko jest jej zatrzymać się w tym objadaniu.
Potrafi nawet kilka razy po drodze do pracy wysiąść z tramwaju, żeby wejść do sklepu. Jeszcze wewnątrz zjada dwa batony, a potem pączka. A po tym wszystkim, dla porządku, podjada surówkę.
Ból brzucha nie jest przeszkodą
Pani X, chciałaby nauczyć się sposobów, jak zatrzymać tę jedzeniową…hmm… swobodę.
Wie, że jak tak dalej pójdzie, to jej ciało nie wytrzyma. Już teraz ona sama nerwowo nie daje rady. Jest miłą, uśmiechniętą kobietą i nie lubi, gdy wstępuje w nią taki Mr Hyde. I nie lubi, gdy boli ją brzuch. A jeszcze bardziej nie lubi brać środków na przeczyszczenie. Boi się, że w końcu nie wytrzyma i zrobi coś strasznego…
Właśnie dla Pani X przygotowałam warsztat…” itd. itd.
Do tej pory, jak czytam ten tekst, to nieruchomieję.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: