O trzech psach przewodnikach

15 Luty 2016

Wczoraj zostałam zapytana, czy opiszę wydarzenie, na którym byłam, czyli spotkanie z Aśką i jej wierszami. Powiedziałam, że nie, i chyba odczułam, że Aśce jest z tego powodu przykro. Już od dawna nie opisuję codziennych wydarzeń, tzn gdzie byłam, no chyba, że jest to dla mnie ważne. Np do Kącika pod Wieżą chodzę praktycznie co tydzień, a każdej wizyty tam nie opisuję, no chyba, że podczas tej wizyty moją uwagę przyciągnie coś, co potem mam potrzebę skomentować.
Kiedy na potrzeby sądu znalazłam swego czasu np ten wpis, to złapałam się za głowę ze wstydu, że piszę takie głupoty.
Usłyszałam jeszcze wyrzut – A o swoim koncercie napisałaś. – No pewnie, że napisałam, bo to było dla mnie ważne.
Ale wrócę do właściwego tematu tego wpisu.
Otóż na spotkaniu z wierszami Aśki były aż 3 psy przewodniki. Pomieszczenie ok 20 mkw, 12 osób a psy siedziały bardzo spokojnie. Gdybym np się spóźniła, pewnie nie wiedziałabym o ich istnieniu. Żaden pies nie rzucał się na innych, żaden nie śmierdział, nie dostałam ataku duszności, psy nie rzuciły się na siebie nawzajem. W pewnym momencie jeden z psów zrobił coś, co prawdopodobnie spowodowało rozlanie komuś herbaty. I to było wszystko.
To tak a propos nieustannie powtarzających się dyskusji pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami psów przewodników.
Większy niepokój wzbudzał u mnie niepełnosprawny pan, który ma problemy z wyraźnym mówieniem i chyba przełykaniem też, bo co chwila się krztusił. Podczas każdego z takich ataków zastanawiałam się, czy mam wzywać pogotowie, czy zwrócić temu panu uwagę, żeby wyszedł na zewnątrz.
Ten pan mówi tak niewyraźnie, że gdy poprosił o ciasto, koleżanka zrozumiała, że on chce wiadro.
Ten pan wzbudza we mnie większy lęk i odrazę, niż całe stado psów przewodników.
Aha! Tutaj o tym panu kiedyś pisałam.

Advertisements

Jedna odpowiedź to “O trzech psach przewodnikach”

  1. Danuario, Dzięki za opisanie spotkania. nie byłoby mi przykro, gdybyś nie opisała, a to, że opisałaś swój koncert, to było stwierdzenie faktu, a nie wyrzut. Co do psów to faktycznie spokojnie futrzaki siedziały, a wtedy co Baryłka trącił stołem, nikomu herbata się nie wylała, przynajmniej na odległość mojej ręki. Sprawdziłam, bo się bałam o pożyczonego braillesense. Jeśli chodzi o człowieka, o którym piszesz, to rzeczywiście jego sytuacja może wzbudzać przestrach, szczególnie gdy się go nie zna. Jednak tak z drugiej strony, to on musiałby w ogóle do ludzi nie wychodzić, gdyby chciał konsekwentnie podobnych sytuacji unikać. W dniu 2016-02-15 o 09:51, „Mój punkt widzenia albo skrawki żółtych papierów” pisze: > WordPress.com > danuaria posted: „Wczoraj zostałam zapytana, czy opiszę wydarzenie, na > którym byłam, czyli spotkanie z Aśką i jej wierszami. Powiedziałam, że > nie, i chyba odczułam, że Aśce jest z tego powodu przykro. Już od > dawna nie opisuję codziennych wydarzeń, tzn gdzie byłam, no chyba” >

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: