Kolor zupy, albo o tym, że przeżyłam szok

14 lutego 2016

Na jednej liście dyskusyjnej jest osoba, na którą mam alergię. Podejrzewam ją o to, że zmyśla wszystko, o czym pisze. Zmyśla, że nie widzi, zmyśla, że jest w Hiszpanii.
Podobno to drugie można sprawdzić po IP komputera, ale ja się na tym nie znam. Natomiast wczoraj wyłuszczyłam koleżance swoją pierwszą wątpliwość. Powiedziałam – jak ona może być niewidoma, skoro napisała, że po wrzuceniu hiszpańskiej kiełbasy do barszczu białego, barszcz stał się czerwony.
I wtedy usłyszałam odpowiedź, która mnie zszokowała i wbiła w podłogę – ona pewnie zapytała o kolor.
– Co? Zapytała o kolor zupy? A czy to takie ważne?
Otóż okazuje się, że dla niektórych tak. Koleżanka wyjaśniła mi wczoraj, że dla niej po utracie wzroku nadal ważne jest np jaki kolor ma zupa pomidorowa, którą właśnie gotuje, albo ciasto, które właśnie upiekła.
I kogo ona pyta o te rzeczy?
Sąsiadkę, albo swoich gości.
Nadal jestem w szoku.
Ani matka, ani wychowawczynie w internacie, ani inne osoby, które usiłowały coś z nami gotować lub piec, nie uczyły nas, żeby zwracać uwage na kolor przygotowywanego jedzenia. Nawet instruktorka na kursie dla dorosłych nie zająknęła się na ten temat.
Tak, pamiętam, że robiłyśmy dekoracyjne kanapki przy okazji imienin lub urodzin obchodzonych w grupie, ale z tego robienia kanapek pamiętam jedynie opinię wychowawczyni, że osoba niewidoma nigdy nie nauczy się kroić pomidora. Nie wiem, kto te produkty układał na kromkach chleba. Z pewnością nigdy nie byłam to ja. Nikt nas nie uczył, jak komponować jedzenie kolorystycznie na stole. Skupiano się na równym krojeniu i równym smarowaniu chleba.
Takie rzeczy były nieważne. Dla wychowawczyń ważniejsze było super dokładne sprzątanie. Kiedy opuściłam podstawówkę, nie umiałam nawet usmażyć jajecznicy. W liceum nikt tam na moje umiejętności nie zwracał uwagi, bo to była szkoła dla widzących a ja byłam tam traktowana jak dopust boży.
O tym, że coś tam trzeba kolorystycznie komponować, coś przebąkiwano w czasopismach, ale o kolorze zupy słyszę po raz pierwszy.
Nie wyobrażam sobie, żeby podczas gotowania ulubionej pomidorówki wołać za każdym razem sąsiadkę, żeby mi tu zaglądała do garnków i myszkowała po domu tylko po to, żeby powiedzieć, czy ta pomidorówka ma właściwy kolor.
Hmmm… …powiem tak.
Jeżeli podczas gotowania zupy czy robienia innej potrawy konieczne jest zwracanie uwagi na jej kolor bądź zestawienie kolorów, czego samemu zrobić się nie da, bo trudno włożyć kolortest do zupy, leczo czy sałatki, to faktycznie osobę niewidomą można uznać za niezdolną do samodzielnej egzystencji.
Dobrze, że nie muszę gotować nikomu, a jedynie sobie.

Advertisements

Jedna odpowiedź to “Kolor zupy, albo o tym, że przeżyłam szok”

  1. […] do filharmonii? Ech… wiecie co? Jeszcze kilka tego typu historii, albo takich rozmów, jak ta, to utwierdzę się w przekonaniu, że brak wzroku, to jest naprawdę ciężkie kalectwo, z którym […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: