Absurdalny sen o pracy

10 stycznia 2016

Już dawno nie miałam tak zwariowanego snu.
Śniło mi się, że w Sylwestra byliśmy a właściwie byłyśmy w pracy. Prawie cały dział postawiony na nogi, z wyjątkiem dwóch osób. Dwie osoby z pięciu pracujących tego dnia z działu miały dyżur na drugim piętrze w wypożyczalni książek brajlowskich.
Było już po południu, dyżur pełniłam z dwoma najstarszymi koleżankami. Siedzę przy okienku, słuchawki od komputera mam na głowie. Nagle w słuchawkach słyszę głos jednego z czytelników: – no?
Nie powiedział „halo”, „słucham”, tylko „no?”.
Rozpoznałam tego czytelnika. Obsługiwałam go niedawno. Dwa dni przed Sylwestrem. Zastanawiał się wtedy, czy ma przyjść dzisiaj, czy może w piątek. Strasznie się zdziwił, gdy mu wtedy uświadomiłam, że w piątek jest Nowy Rok.
Ale wrócę do treści snu.
No więc słyszę w słuchawkach – no, – i pytam, o co chodzi. Pan chciał rozmawiać z jedną z koleżanek, ale telefon jest zajęty i nie może się dodzwonić. Powiedziałam mu, że to niemożliwe, że nikt przez telefon nie rozmawia i żeby zaraz spróbował dodzwonić się na ten telefon.
Idąc do stolika z telefonem zastanawiałam się, jak ten pan mógł się dodzwonić do komputera w kabinie, skoro tam nie jest zainstalowany Skype i jak to się stało, że telefon jest zajęty.
Podeszłam do stolika, wzięłam słuchawkę z bazy, nacisnęłam przycisk do odbierania połączeń i w słuchawce usłyszałam rozmowę dwóch koleżanek, które miały dyżur 2 piętra wyżej. Nacisnęłam przycisk rozłączający rozmowę, odstawiłam słuchawkę na bazę i wróciłam do komputera. Pan znów zadzwonił. Powiedziałam mu, że może już dzwonić normalnie na telefon.
Potem koleżanki powiedziały mi – Danuto, idź już do domu. My ci pozwalamy. Wzięłam torebkę, kurtkę i wyszłam.
Była już piąta po południu. Na dworze było dość nieprzyjemnie, zimno i leżało dużo roztapiającego się śniegu. Dotarłam do przystanku tramwajowego, przyjechał tramwaj i wsiadłam.
I wtedy to się stało. Usłyszałam, że mój telefon w torbie zaczyna głośno gadać. Jakaś nagrana przez kobiecy głos informacja dla turystów, która, jak mi się wydawało, pobierała się automatycznie po wejściu do tramwaju. chciałam wyciszyć telefon, żeby nie darł się na cały tramwaj. Nie dało się. Wpięłam słuchawki, a on dalej gadał przez głośnik. Ale było coś gorszego. Okazało się, że to nie mój telefon. Oglądałam go przez chwilę z przerażeniem. W końcu na tylnej klapce zobaczyłam brajlowski napis zrobiony na taśmie, na której piszemy numerki do książek:
„Duda D”.
Pomyślałam sobie, że to jest telefon naszego czytelnika, który był u nas przed południem.
Zastanawiałam się, co mam teraz zrobić. Było nieprzyjemnie, nie chciało mi się wysiadać z tramwaju i wracać do pracy, żeby oddać cudzy telefon. wyjęłam telefon z torebki, żeby zadzwonić do koleżanek, które jeszcze zostały w pracy. I wtedy na moje szczęście obudziłam się.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: