Oglądanie nowoczesnych rzeźb

13 Grudzień 2015

Byłam dzisiaj w Królikarni na wystawie rzeźb i mam po tej wizycie mieszane uczucia. Uczucia te nie dotyczą rzeźb. Tu poczułam niedosyt i jeszcze chcę tam wrócić. Mieszane uczucia dotyczą organizacji tej wycieczki.
Otóż młodzież z KIKu mniej więcej w tym czasie organizuje niewidomym wyjście do jakiegoś muzeum. Dlaczego akurat w tym czasie? Hmmm… Adwent? Ale dlaczego akurat ta niedziela? Nie wiem. Nigdy wcześniej nie słyszałam o tej inicjatywie, choć podobno to już któryś rok. Ktoś mi mówił, że wcześniej organizowano to na Zamku Królewskim i w Wilanowie.
Tak więc chodzi o to, że piętnastolatkowie należący do tej organizacji robią to w ramach dobrego uczynku adwentowego, czy jakoś tak. Wcześniej są do tego przygotowywani, przechodzą szkolenia z prowadzenia niewidomych i opisywania im tego, co widzą. Byli też bodajże 2 tygodnie temu w tym muzeum sami.
Na tym spotkaniu były w sumie 3 osoby niewidome i cała grupa gimnazjalistów z niewiele od nich starszą opiekunką. Były też dwie panie: jedna pracująca w tym muzeum a druga… …hmmm… nie wiem, jaką właściwie rolę tam pełniła. Jak zrozumiałam, to ta pani dwa tygodnie wcześniej oprowadzała samych gimnazjalistów.
Generalnie chodziło o to, żeby niewidomych przywieźć do Królikarni samochodem, oprowadzić, zabrać na poczęstunek, który zwykle odbywa się po takim zwiedzaniu, a następnie odwieźć do domów.
Ja zrozumiałam to nieco inaczej, mianowicie myślałam, że przywozi się tylko tych niewidomych, którzy nie są w stanie sami wyjść z domu, reszta dociera komunikacją miejską i umawia się z wyznaczonymi uczniami w wyznaczonym miejscu i że gimnazjalistów jedzie tylko tylu, co niewidomych. Jednak wczoraj doznałam szoku.
Pani, która do mnie zadzwoniła, oświadczyła, że w ogóle nie ma gadania, że mam jechać samochodem i już! To nic, że nie po drodze i że najpierw ta pani zabiera „dwie dziewczyny z Piwnej”, potem jedzie do mnie, a dopiero potem jedziemy razem do Królikarni. Gdy zaczęłam protestować, że ja w tej sytuacji pojadę tramwajem, to mi odpowiedziała coś w stylu, że nie będzie szukać błąkających się ludzi.
To już mi się mocno nie spodobało. Nawet miałam ochotę odwołać dzisiejszy wyjazd, ale ponieważ mnie się ostatnio często zdarza wycofywać się z czegoś w ostatniej chwili, to jednak tym razem postanowiłam nie odpuszczać. Tym bardziej, że to nie o rzeźby mi chodziło, lecz o to, żeby zobaczyć, jak taka inicjatywa jest robiona i potem to tutaj opisać. W końcu młodzież nie garnie się zbyt często do pomagania komukolwiek. Pamiętam, jak to było, gdy chodziłam do szkoły średniej. Koleżanki nosiły obiady starszym ludziom. Były z tego bardzo niezadowolone, ale siostry kazały im wykonywać ten uczynek miłosierdzia. Chciałam sprawdzić, czy ta młodzież też została do tego zmuszona i jak to znosi.
W trakcie gdy jechałyśmy, w wyniku przypadkowej rozmowy dowiedziałam się z przerażeniem, że ta pani nas tylko zawozi a potem natychmiast wraca, bo ma grafik tak napięty do granic wytrzymałości, jak nie w niedzielę i że w ogóle nie wie, kto nas odwiezie.
Gdy dotarłyśmy, okazało się, że uczniów było sporo. Przydzielona mi dziewczyna nawet nie umiała mi powiedzieć, ilu ich było.
Z tym przydziałem, to też był cyrk.
Opiekunka uczniów przyprowadziła ją do mnie, a wtedy inni zaczęli protestować, że ona „nie ćwiczyła” i w związku z tym nie powinna mnie prowadzić. Ja wówczas oświadczyłam stanowczo, że w tej sytuacji poćwiczy sobie ze mną. Coś tam jej zaczęli mówić, jak ona ma mi podać ramię. To przyjęła ze spokojem. Ale jak jej dodatkowo powiedzieli, że ma mi mówić o wszystkich nierównościach terenu, dziewczynka się wystraszyła. Znów więc musiałam stanowczo interweniować oświadczając, że właśnie po to idzie pół kroku przede mną, żeby mi nie musiała mówić takich rzeczy. I jeszcze na koniec zapytałam – kto Was tak uczył?!
Potem jeszcze nam zapowiedziano, że rzeźby musimy oglądać w białych rękawiczkach.
Spotkało się to z moim natychmiastowym sprzeciwem. Jak już ja zaczęłam się burzyć, to w moje ślady poszły pozostałe dwie osoby. Powiedziałyśmy, że jeszcze nikt nigdy nie żądał od nas oglądania rzeźb w rękawiczkach, a ja dodałam, że to tak, jakby oni musieli patrzeć na te rzeźby przez przymglone okulary.
Poskutkowało! Nie dostałyśmy rękawiczek ani razu.!
Podczas oglądania niektórzy uczniowie mieli przygotowane prezentacje poszczególnych rzeźb. Czytali z kartki albo mówili to, co o nich wiedzieli, a więc, kto jest autorem, kiedy powstały, w jakich okolicznościach i jak wyglądają, czyli z czego są zrobione i cała reszta. Trwało to wszystko strasznie długo, bo nie mieli w tym wprawy.
Po prezentacji rzeźby przygotowanej przez ucznia każda z nas podchodziła do rzeźby i jej dotykała. Zastanawiam się, ile by takie oglądanie trwało, gdyby zamiast trzech było 5, 10 czy 20 osób niewidomych.
My podchodziłyśmy, oglądałyśmy rzeźby pod okiem pani przewodniczki, a reszta uczniów się nudziła. Ja, gdy nie oglądałam rzeźby, zabawiałam moją przewodniczkę. Opowiadałam jej, jak musiałam sobie radzić w liceum z nowymi koleżankami i że wtedy one wcale nie były przygotowywane do przebywania ze mną, powiedziałam jej, że mam siostrzeńca w jej wieku i wypytałam ją o plany na przyszłość. Namawiałam ją też, żebyśmy podeszły do innych rzeźb, któe nie były przewidziane w tym programie. W ten sposób udało mi się obejrzeć jedną nadprogramową rzeźbę. Dziewczynka najwyraźniej bała się, że nie będzie wiedziała, co mi opisuje.
A potem nastąpił mały zgrzyt.
Już sama nie wiem, może to moja wina, ale zatrzymałam się na chwilę, żeby wymienić numery telefonów z tą przewodniczką, bo jeszcze chcę tam wrócić, tak całkiem indywidualnie. I w tym czasie cała grupa wyszła nie czekając na nas. A kiedy już ich dogoniłyśmy, jakieś czerwone światło na skrzyżowaniu nas rozdzieliło, przyjechał tramwaj, prawie cała grupa do niego wsiadła, a z nami została tylko jakaś koleżanka mojej przewodniczki i osoba odpowiedzialna za wszystkich tych uczniów. One nie były pewne, czy trafią na miejsce tego poczęstunku, ale chyba jedna osoba wiedziała. Musiałyśmy poczekać na kolejny tramwaj, podjechać ze 3 przystanki, kawałek podejść, dobrze, że w ogóle poczekali na nas z oficjalnym rozpoczęciem, tj z modlitwą.
A potem uczniowie uznali, że ich rola już się skończyła. Dobrze, że oprócz tych uczniów było tam kilka osób dorosłych. A potem znowu specjalnie przyjechała po nas z Żoliborza na Mokotów ta sama pani, która nas tam zawiozła. Tak, jakby nikt inny nie mógł nas odprowadzić na tramwaj, a tyle tam ludzi było. Jeszcze jakiś chłopak burzył się, że musi wyprowadzić do samochodu jedną z nas.
Już w samochodzie dowiedziałam się, że miałam dużo szczęścia. Przy dwóch pozostałych osobach uczniowie zmieniali się. Moja przewodniczka nie chciała się zamienić nawet wtedy, gdy ktoś inny jej to proponował. Na pożegnanie, gdy już odjeżdżałyśmy, przytuliłam ją i życzyłam dobrego wyboru średniej szkoły.

No dobra. Pojechałam po całości.
Co zmieniłabym w tym całym przedsięwzięciu, gdybym to ja je organizowała?
1. Ponieważ wszyscy gimnazjaliści jechali spod kościoła św Marcina, w którym byli na Mszy Świętej, kazałabym wszystkim niewidomym dotrzeć na tę mszę, żeby później razem z młodzieżą wyjechać komunikacją do tego muzeum. Gdyby ktoś miał problem z dotarciem do tego kościoła, owszem, wówczas można by kogoś po taką osobę wysłać.
2. Rola uczniów powinna się ograniczyć jedynie do prowadzenia osób niewidomych. To przygotowywanie prezentacji było zupełnie niepotrzebne. Takie rzeczy powinna robić przewodniczka pracująca w muzeum, tym bardziej, że oprowadzała nas doświadczona audiodeskryptorka. A tak, to dzieciaki stresowały się, zapominały, potem pani musiała jeszcze poprawiać, dopowiadać, a czas leciał. Przewodniczka muzealna zrobiłaby to profesjonalnie i sprawnie. Może dałoby się jeszcze przyśpieszyć samo oglądanie rzeźb, np jedną osobę podprowadzić do jednej rzeźby, drugą do drugiej itp.. Co by było, gdyby zamiast trzech osób było tych osób 20?
3. I wreszcie – jeżeli jakaś osoba jest w stanie sama dojechać do domu, wystarczyłoby wsadzić ją w tramwaj, a nie angażować dodatkowo osobę, która specjalnie musiała dwa razy jeździć przez całe miasto, nie biorąc w tym udziału. Przecież było tam tyle ludzi! A nas tylko trzy!
4. A w ogóle, to miałabym pomysł na lepszy i bardziej użyteczny uczynek. Np rozwieźć niewidomym opłatki. Opłatki są rozprowadzane w różnych dziwnych miejscach kościoła, do których to miejsc niewidomy nie zawsze sam trafia. Pobranie opłatków i święcenie pokarmów na Wielkanoc, to dla niewidomych wielki stres.
Albo rozwieźć najbiedniejszym niewidomym paczki, bo wiem, że takie co roku są przygotowywane, ale niewidomi sami muszą sobie po nie przyjechać, a paczki są ciężkie.
Tylko, że wtedy pewnie wystarczyłaby jedna czy dwie osoby do takiego uczynku, plus osobę dorosłą z samochodem, a tak zaangażowano w to całą grupę, z której, podejrzewam, że większość się nudziła, uznając to za zło konieczne.
A może ci młodzi ludzie powinni oprowadzać grupę niewidomych rówieśników? Przecież to znacznie bardziej atrakcyjne, niż oprowadzanie dorosłych ludzi. Nawiązałyby się jakieś kontakty, przyjaźnie i to zaowocowałoby prawdziwą integracją.
Czy ci młodzi ludzie kiedyś będą mieli lepszy stosunek do niewidomych?
Czy ich to czegoś nauczy?
Czy może raczej zniechęci na całe życie?
Co z tej lekcji zapamiętają i na jak długo?
Nie wiem tego. Ale wiem, że tej dziewczynce, która mnie oprowadzała, życzę jak najlepiej.
Sprawdziłam, jak to działa, opisałam i wystarczy. Więcej nie wejdę w taki projekt.
PS. Już nie pamiętam, jak takie zwiedzanie było zorganizowane, kiedy chodziłam do szkoły, a przecież wycieczek było wtedy wiele. Czy to też trwało tak długo i czy zawsze była taka kolejka do jednego eksponatu, w której się tak nudziłam? Nie lubię zwiedzać, bo zawsze odbywa się to albo za wolno, albo za szybko i jeszcze nie wiem, gdzie jest ten złoty środek i jaka powinna być optymalna grupa niewidomych podczas takiego zwiedzania.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: