Pani Janina, albo „Filar Piwnej padł”

28 Listopad 2015

Poznałam ją na trzecim roku studiów. Miałam wydział stosunkowo blisko klasztoru na Piwnej i wpadałam tam na obiady. Ta pani też tam przychodziła. Od początku jej zachowanie wywoływało u mnie reakcję typu „jak najdalej od niewidomych i słabowidzących”. Ciągle narzekała, jak jest jej trudno z powodu tego słabego wzroku. Mówiła takim płaczliwym głosem.
Na czwartym roku zaangażowałam 4 koleżanki z akademika do czegoś, co nazywało się „Bank Pomocy Niewidomym”. Cztery dziewczyny chętne do pomocy, ale ten bank działał nie tak, jak tego oczekiwałam. Ich potencjał nie został wykorzystany. ale to już całkiem inna historia.
Namawiałam wtedy tę panią, żeby skorzystała z takiej pomocy. Jak zaczęła na mnie krzyczeć tym swoim płaczliwym głosem. Nie dała sobie nic powiedzieć.
Parę lat później była gdzieś taka audycja „Przystanek Integracja” prowadzona przez p Piotra Pawłowskiego. Raz puszczono wypowiedź tej pani. Mówiła, że idąc ulicą wpadła na robotników, którzy coś remontowali i wtedy „posypał się na nią wagon kurek” ze strony tychże robotników. To miał być niby pokazany przykład nietolerancji wobec niepełnosprawnych. A ja z przerażeniem myślałam – czemu nagrali akurat tę panią? Nie było nikogo hmmm… bardziej rozgarniętego? Pewnie pani chodziła bez laski i uznano ją np za roztargnioną albo pijaną.
A wiele lat później spotykałam ją w autobusie. Starałam się trzymać jak najdalej od niej, choć czasami sadzano nas koło siebie. W autobusie była agresywna dla innych pasażerów. Zachowywała się tak, jak ja czasem miałabym ochotę się zachować w podobnych sytuacjach, ale rozsądek mnie powstrzymuje. Kiedy ktoś wskazywał jej miejsce siedzące, krzyczała – co to znaczy tutaj! Itp. Też czasem mam ochotę tak pokrzyczeć na ludzi. I wstydziłam się jej i gratulowałam odwagi jednocześnie. Choć później dowiedziałam się, co jej tak tej odwagi dodawało. Kiedyś podeszłam w autobusie i przyznałam się do niej. Jak się na mnie darła!
Widziałam ją niedawno na Piwnej na drugim piętrze. To był pierwszy albo drugi weekend funkcjonowania Kącika pod Wieżą. Ostatni weekend października. Narzekała wtedy, że jeden autobus jej uciekł, a drugi wywiózł ją nie wiadomo gdzie, bo to była jakaś linia cmentarna, że w sklepie sprzedano jej za krótką białą laskę…
I to był ostatni raz, kiedy ją spotkałam.
Mówią, że przychodziła codziennie i czasem siedziała tam długo. Mówią, że siostry zainteresowały się, gdy nagle przestała się pojawiać…
Śpiewała w chórze. Garnęła się do śpiewania solówek. Żyła tym chórem. Chyba w dwóch chórach śpiewała. Miała śpiewać z okazji kolejnej rocznicy istnienia tego chóru. Już nie zdążyła.
chyba miała ciężkie życie. Chyba zmagania z trudnościami związanymi z osłabionym wzrokiem przerastały ją. Chyba jestem do niej podobna. Chyba jednak żal mi jej było. Wierzę, że już tak nie cierpi. A koleżanka w pracy stwierdziła, że „filar Piwnej padł”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: