O tym, że niewidomi idąc nie liczą kroków

14 października 2015

Uwaga, niewidomi nie czytajcie! Ten wpis dedykuję osobom widzącym, które może przypadkiem tu trafią i w ogóle będą tym tematem zainteresowane.

Obiecałam, że powrócę do tematu uczenia się przez niewidomych pokonywania trasy z punktu A do punktu B i przysłowiowego „liczenia kroków”. To przy okazji innego wpisu.
Są tacy ludzie widzący, którzy naprawdę myślą, że gdy idę ulicą, to liczę kroki i w ten sposób orientuję się w przestrzeni.
Nie będę uogólniać, bo nie wiem, czy każdy niewidomy chodząc samodzielnie faktycznie nie liczy kroków. Będę pisać o sobie i o tych, których znam.
Faktycznie niedawno jedna siostra zakonna opowiadała mi o pewnej starszej pani, która w przeszłości chodząc do pracy autentycznie liczyła kroki. Wtedy nie były w Polsce rozpowszechnione ani długie białe laski, ani kursy samodzielnego poruszania się. Człowiek kończył szkołę, dostawał aluminiową laskę i musiał sobie jakoś radzić. Tutaj trochę historii – za nieboszczki komuny białe laski były niewidomym rozdawane za darmo. Nawet nie bardzo pamiętam, w którym momencie ten stan rzeczy się zmienił. Nie wiem, czy to nie było po wejściu tzw kas chorych.
Ale wracając do właściwego tematu tego wpisu, trochę inna jest filozofia uczenia się jakiejś trasy. Poszukuje się punktów orientacyjnych: jakichś skręcających chodników, poprzecznych ulic, charakterystycznych budynków, bram, słupów ogłoszeniowych. Bez takich punktów poruszanie się faktycznie jest trudne, ale tu liczenie kroków też nie pomoże, bo te kroki mogą być raz krótsze, raz dłuższe, różne. No i zawsze może się zdarzyć coś, co wybije niewidomego z rytmu ewentualnego liczenia kroków.
Są takie osoby niewidome, które, gdy im ktoś pomoże na ulicy tzn podprowadzi kawałek, to je w ten sposób rozprasza, tracą swój rytm i gubią się na niby znanej trasie.
Obecnie część osób niewidomych wspomaga się nawigacją pieszą w telefonach lub innych specjalnie do tego celu stworzonych odbiornikach, ale ja tej wiedzy nie posiadłam, więc się wypowiadać nie będę. Nie wiem, czy te komunikaty by mnie nie rozpraszały.
Słyszałam też od kogoś, że pewna firma sprzedająca specjalistyczny sprzęt dla niewidomych, posiada w swojej ofercie mówiące krokomierze. Zastanawiam się, do czego one mają służyć. Czyżby do liczenia kroków podczas poruszania się?
A skoro już piszę w tym temacie, to dodam coś jeszcze.
Pewien pan opowiadał mi niedawno, czego dowiedział się na szkoleniu dla wolontariuszy. Otóż usłyszał tam, że osobie niewidomej nauka jakiejś trasy z punktu A do punktu B zajmuje 3 tygodnie.
Nie wiem, skąd akurat takie dane, nie wiem, kto to powiedział, czy była to osoba niewidoma, czy był to instruktor orientacji przestrzennej, może osoba, która jedynie posiadła tę wiedzę z jakiejś książki, także nie wiem, czy chodziło o 3 tygodnie dzień w dzień, czy może 3 lekcje raz w tygodniu, czy może 6 lekcji przez 3 tygodnie. Bardzo to nieprecyzyjne było i na dodatek nie umiem odnieść tego zdania do siebie. Mnie, jak się coś raz pokaże, to raczej pamiętam. No może czasem trzeba to drugi raz powtórzyć, ale tutaj muszę się wypowiadać jedynie za siebie. łatwiej mi jest zapamiętać trasę, gdy nią przejdę na własnych nogach, niż gdy ją odczytam z mapy. Mapa może być pomocna do przypomnienia tego, co już przeszłam.

Reklamy

Jedna odpowiedź to “O tym, że niewidomi idąc nie liczą kroków”

  1. Nie posłuchałem i przeczytałem:) Oczywiście masz rację i dodałbym jedynie, że znaczenie ma też pamięć mięśniowa. W dobrze znanych miejscach nie trzeba już się tak bardzo starać, bo nogi same niosą i wiedzą kiedy skręcić. Natomiast z samym liczeniem kroków, to chociaż generalnie masz rację, to jednak ja miałem jedno miejsce, gdzie kroki liczyłem. Było to przejście przez al. Jana Pawła II przy rondzie ONZ. To jest szeroka ulica z krótkimi światłami i trzeba bardzo szybko iść, żeby się wyrobić. Jak szedłem po prostu na drugą stronę, to się nie przejmowałem, tylko waliłem do przodu. Kiedy jednak chciałem trafić na wysepkę tramwajową na środku ulicy, to liczyłem kroki. Szedłem za szybko, żeby sobie dobrze sprawdzać, a przestrzeń była na tyle prosta, że tempo było stałe. Zazwyczaj udawało mi się trafić:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: