O rozprawie w sądzie

27 Wrzesień 2015

Pewnie ktoś czeka na sprawozdanie z piątku. A może nikt nie czeka?
Piszę dopiero teraz, bo wcześniej jakoś się nie składało i się nie chciało i w ogóle…
No to powiem tak:
To była raczej farsa a nie sąd.
Kiedy już dotarłam pod właściwą salę, okazało się, że byłam dużo za wcześnie i przed salą nie było jeszcze nikogo. Wyobrażałam sobie, że będą się tam kłębić tłumy, a tu pustka totalna. Mój przewodnik chyba zajął się czytaniem książki a ja włączyłam radio w komórce. Na tablicy było napisane, kto jest oskarżony, oraz imiona i nazwiska wszystkich świadków. Dwojga świadków w ogóle nie znałam, trzecim był sąsiad P, no i ja.
Po jakimś czasie pojawił się drugi świadek i zaczął gadać z moim przewodnikiem. Miałam wrażenie, że czuć od niego alkohol. Był zły, uważał, że nie wie, dlaczego tu przyszedł, mówił, że nie ma kontaktu z oskarżonym. Był zły, że nie może pójść do pracy i że przez to straci kasę.
– A czytał Pan pouczenie? Należy się Panu zwrot kosztów za dojazd.
– Ale żeby zwrócili koszty, to muszę najpierw kupić bilet, a ja nie mam kasy na bilet, jechałem na gapę.
– I może się Pan domagać zwrotu utraconych zarobków.
– I co z tego? Jak pracuję na zlecenie, to kto mi wystawi?
Przy okazji dowiedziałam się, gdzie była sąsiadka zza ściany teraz mieszka, że znów siedzi w więzieniu, ale świadek nie wie za co, jeszcze o sąsiedzie z dołu, że kiedyś kogoś podpalił, że jedna ze świadków pewnie nie przyjdzie, bo już nie da rady chodzić, i jakieś inne plotki o ludziach, których nazwiska nic mi nie mówiły.
Zawołano nas na salę. Oprócz mnie i tego świadka była pani sędzia, pani prokurator i sekretarz. Nie stawił się ani oskarżony, ani jego obrońca. Spóźniał się też sąsiad P. Nie było też tej pani, o której jeden ze świadków powiedział, że nie może już chodzić. Potem nas wszystkich wyproszono, żeby wzywać nas pojedynczo.
Po chwili zostałam wezwana jako pierwsza.
Sala sądowa była mniejsza, niż to sobie wcześniej wyobrażałam, barierka, za którą miałam zeznawać była szersza, niż to sobie wyobrażałam, tak szeroka, że mieściła się na niej duża torebka. Przed wysokim sądem czułam się bardziej, jakbym zdawała egzamin a nie zeznawała w jakiejś sprawie, może dlatego, że nie było tam żadnej publiczności, więc czułam się bardziej tak, jakby to komisja egzaminacyjna mnie przepytywała, a nie pani sędzia z panią prokurator.
Na początku zaczęło się od wpadki. Weszłam na salę bez torebki. Zostawiłam ją przewodnikowi na korytarzu. A tu pytanie o dowód osobisty.
O kurr…piiiiip! Naoglądałam się przecież odcinków programu „Sędzia Anna Maria Wesołowska” i tam w każdym odcinku pani sędzia prosiła świadków o dokumenty a mi to umknęło! Wstyd normalnie!
Już nie pamiętam, chyba zawołano przewodnika z korytarza, żeby przyniósł torbę. Przy okazji został zmuszony do pozostania ze mną na sali. Głupia sprawa. On nie zamierzał ze mną wchodzić, ja w sumie też nie chciałam, żeby tam był. NO cóż… już byłam w takim stresie, że nie wykazałam wystarczającej stanowczości.
– Proszę pana, proszę podać dowód świadka sądowi
– proszę odebrać dowód świadka
– proszę oddać dowód świadkowi
Ech…
Pamiętajcie, jak będziecie wchodzić na salę, zabierajcie dowód ze sobą, unikniecie wtedy takiej siary, jaką ja przeżyłam. A takie coś to w ogóle powinno być w pouczeniu, bo czasami można przyjść bez dokumentu i co wtedy?
Gdy już włożyłam dokument do torby i zamknęłam ją, rozpoczęło się maglowanie. Mnóstwo pytań, niektóre tak szczegółowe, dotyczące tego, co działo się kilka lat temu. Byłam pytana o takie szczegóły, których po latach raczej się nie pamięta. Gdyby to były szczegóły sprzed miesiąca, kilku miesięcy, pół roku, nawet roku, pewnie powiedziałabym więcej. Były tam pytania, które doprowadzały mnie i do płaczu, i do śmiechu. Musiałam mówić powoli i przerywać, bo pani sędzia dyktowała moje odpowiedzi panu, który pisał wszystko na komputerze. Pan czasem czegoś niedosłyszał, trzeba było powtarzać, również z tego powodu dochodziło do zabawnych sytuacji.
Nie wiem, czy przed wysokim sądem zachowywałam się w sposób właściwy, czy nie zrobiłam czegoś, za co osoba widząca zapewne zostałaby upomniana a mi po prostu odpuszczono. Tego nie dowiem się nigdy.
A na koniec będzie najlepsze.
Kiedy dostałam wezwanie, zastanawiałam się, czy przyznać się sądowi do tego, że prowadzę blog, na którym opisuję między innymi, co tu się działo za ścianą. Szczegółowość pytań sprawiła, że postanowiłam się jednak do tego przyznać. I tak oto mój stary blog został wezwany przed wysoki sąd;) Zostałam poproszona o wyszukanie wpisów w temacie tej sprawy. Chodziło o konkretny okres. Zapytałam, czy mogę to sobie zapisać teraz w telefonie. Usłyszałam…
– Pan sekretarz napisze pani na kartce a opiekun pani podyktuje.
I się znów zaczęło.
– Proszę zapisać na kartce
– Proszę odebrać kartkę
– proszę oddać kartkę świadkowi…
Ło matko! Dostałam pracę domową do odrobienia;) Raczej wątpię, żeby faktycznie ktoś kontaktował się ze mną w tej sprawie. Kogo by tam obchodziły wpisy ślepej wariatki o sąsiadach zza ściany.
Przy barierce byłam maglowana prawie przez godzinę. Po wyjściu z sali sądowej czułam się tak, jakby mnie ktoś przepuścił przez wirówkę i wypluł. Współczuję też przewodnikowi, że wbrew swojej woli musiał tam siedzieć i tego słuchać. Ja tego człowieka nie znam. Jest on wolontariuszem w jednej z fundacji działających na rzecz osób niewidomych. Spotkałam go po raz pierwszy w autobusie, którym jechaliśmy do sądu. Przed wejściem na salę było ą ę, bułkę przez bibułkę, proszę pani, proszę pana, a po wyjściu z sali niepostrzeżenie przeszedł ze mną na ty. Ekstremalne przeżycia na sali sądowej zbliżyły nas do siebie, ach, cóż za łzawa historia! 😉 Bardzo ciekawe doświadczenie dla każdego z nas, dla każdego z nas z innego powodu.
Maksymalnie wkurzył mnie sąsiad P.
On ma kłopoty z poruszaniem się!
On?!
Ma kłopoty?!
Z poruszaniem się?!
WSTYD!!!
Mnie nie tak uczono stosunku do swoich kłopotów z poruszaniem się.
Coś czuję, że będę jeszcze ciągana, pytana, ciągana, pytana…
A teraz właśnie w tym mieszkaniu za ścianą jest remont. Pewnie znów ktoś się wprowadzi. Pewnie znów będzie to element. Pewnie znów będzie tu głośno i strasznie. Pewnie znów będzie tu chodzić policja i pukać do moich drzwi. I pewnie za parę lat faktycznie wezwą mnie w sprawie tamtego zabójstwa ze stycznia zeszłego roku. A ja wtedy też powiem, że mam kłopoty z poruszaniem się. Ech…

Jedna odpowiedź to “O rozprawie w sądzie”

  1. Mari said

    dobrze, że sobie poradziłaś na tej rozprawie, pisałam ci kiedyś, że tak to jest jak zacznie sie z sądami. najlepiej na przyszłość udawaj, że nic nie wiesz, gdy powtórzy się coś podobnego. a zresztą, jesteś osobą niewidomą, a podobno niewidomi nie mogą być świadkami, czyż nie, a może się mylę? a niewidomi chodzą albo też potrzebują przewodników, a nie opiekunów, trzeba by tych sędziów i nie tylko ich wyedukować, żeby zmienili nomenklaturę. niewidomy przecież nie potrzebuje opiekuna, który pielęgnuje, ubiera rozbiera podopiecznego, a niewidomego tylko się porowadzi, więc to przewodnik. mam nadzieję, że dadzą ci spokój, to ty masz angażować postronnych ludzi, a widząca, zdrowa osoba wymówi się i nie przyjdzie choć jej jest wiele łatwiej? Boże, ty słyszysz i nie grzmisz!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: