O zapoznawaniu się z asortymentem sklepu i w ogóle o tym, że warto się reklamować

17 lipca 2015

Pan Sławek z warzywniaka był dzisiaj chyba w jakimś wyjątkowym humorze. Ni z tego ni z owego stwierdził, że właśnie musi mnie zapoznać z asortymentem sklepu, a konkretnie z tym asortymentem sezonowo-owocowym.
Nie wiem. Może to wynikało stąd, że kiedy za ladą stoi pani Ania, to zadaję pytanie typu: a co dzisiaj jest z tych owoców drobnych?
No więc dzisiaj, zanim jeszcze o cokolwiek zdążyłam poprosić, pan Sławek, głuchy na moje zapewnienia, że chcę kupić bób, rozpoczął prezentację połączoną z degustacją:
– Pani Danusiu. Dzisiaj mamy: agrest, (tu zostałam poczęstowana owym agrestem), to był agrest różowy, a teraz będzie agrest biały, (znów jego słowa zostały poparte przykładem), następnie porzeczka biała, czereśnie, wiśnie… No muszę panią zapoznać z asortymentem sklepu. Żeby potem pani mogła się pochwalić na Facebooku.
– Ale ja nie mam konta na Facebooku.
– Ja też nie.
Fakt, skutek tej multimedialnej czy też multizmysłowej prezentacji był taki, że przyszłam po bób a wyszłam także z czereśniami, których miałam dzisiaj nie kupować, i różowym agrestem, którego pewnie nie kupiłabym nigdy.
I tu powinnam zakończyć ten wpis, ale jeszcze go nie skończę.
Od kilku lat, idąc na autobus, w okresie owoców sezonowych zawsze w tym samym miejscu stoi stragan. Pracuje przy nim pani, która zawsze, gdy zobaczy, że gdzieś zboczę szukając przejścia dla pieszych, podejdzie i mnie pokieruje. Kiedyś to nawet z narażeniem życia biegła za mną przez jezdnię, bo zamiast po pasach, to poszłam gdzieś w cały świat.
Parę razy nawet podkreśliła – bo ja tu sprzedaję owoce.
No i czasami owa pani skutek odnosi. Bo jak rano przed wyjściem do pracy zorientuję się, że nie mam ogórka czy jakiegoś owocu na drugie śniadanie do pracy, to mam gdzie podejść, żeby uzupełnić braki. Niestety, idąc do pracy nie chcę kupować większej ilości owoców, a z powrotem idę całkiem inną drogą przez park i omijam ten stragan drugą stroną ulicy. Nie mogę więc tam nic kupić a zrobiłabym to tak ze zwykłej sympatii. No chyba że wracam skądś metrem, albo nie idę do parku, to wtedy ten stragan jest mi bardzo po drodze.
To samo kiedyś było z takim dziadkiem, który przy przystanku tramwajowym Muranowska sprzedawał kwiaty. Jak nie miał klientów, to różnym osobom niewidomym podpowiadał, jaki tramwaj nadjeżdża. Ja mu się myliłam zawsze z jakąś inną osobą, która zwykle czeka na tramwaj 35. Facet mówił, że stoi tam i sprzedaje np konwalie. Czasem jak miałam dobry humor i wracałam prosto do domu, szczególnie we wtorki z drugiej zmiany, a był sezon na konwalie, to kupowałam wiązaneczkę do domu.
Tak więc, uliczni sprzedawcy, warto pomagać niewidomym, a przy okazji warto się też reklamować.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: