O warsztacie, który chyba nie wypalił i o gotowaniu bobu

17 Lipiec 2015

Jakiś tydzień temu przeczytałam o inicjatywie, która nazywa się Akademia Zdrowego Życia.
Jeden z warsztatów odbywał się całkiem niedaleko mnie, więc postanowiłam się tam przejść. Informacje w internecie dość skromne, uzupełniane pewnie na tyle późno, żeby mieć problem z zaplanowaniem, że się tam pójdzie. Cały spis zajęć w lipcu jedynie w formie pliku jpg. Mniejsza z tym.
Poszłam tam wczoraj i właściwie doznałam rozczarowania. Niby tam były zapisy, o których rzecz jasna nie wiedziałam, na dodatek nikt nie sprawdzał, czy faktycznie się tam zapisałam.
W warsztacie oprócz pani prowadzącej wzięły udział… …uwaga… …trzy osoby: ja, mój przewodnik, który chciał zwiać i jakiś facet, sprzedający cudowny preparat z młodego jęczmienia, który prawdopodobnie myślał, że tutaj znajdzie łatwowiernych klientów. Pani miała jakiś plan, który chyba nie wypalił, była zakłopotana, mówiła, że nie spodziewała się tutaj osoby z problemami wzrokowymi, bo w ramach tego warsztatu mieliśmy coś pisać. Pogadała z nami o wszystkim i o niczym, po godzinie kazała nam się wpisać na listę potrzebną jej do urzędu miasta i tyle.
Usłyszałam tam kolejną teorię żywieniową, że mięso należy jeść raz w tygodniu, że to samo dotyczy nabiału typu kefir, jogurt, że „pij mleko, będziesz kaleką”, że najlepiej to na śniadanie mieszać różne rodzaje płatków, które można kupić w marketach, wraz z owocami i innymi wiórkami, zalewać je wieczorem wrzątkiem a rano dodawać roślinnego mleka, że teraz należy jeść fasolkę i bób.
I tu dochodzę do sedna. Otóż nie przepadam za bobem, jem go raz w sezonie, bo śmierdzi. Zapytałam tę panią, co zrobić, żeby bób nie śmierdział.
Usłyszałam następującą odpowiedź:
Nie należy gotować bobu, jak to niektórzy robią, przez 20 minut, a po takim gotowaniu to i można go ze skórką zjeść. Bób należy zblanszować, tzn zalać wrzątkiem, nie gotować, potrzymać go w tej gorącej wodzie 5 minut, następnie odcedzić i zalać zimną wodą.
Spróbowałam dzisiaj tej metody i o kant dupy pobić. Bób był tak twardy, jak by w ogóle nie był obrabiany termicznie. Musiałam go ponownie wrzucić na wrzątek, tym razem gotowałam go przez 10 minut.
Po takim eksperymencie pani pożal się Boże psychodietetyczka straciła u mnie wszelki autorytet. Podejrzewam, że się tylko za taką podaje i że nigdy w życiu niczego nie ugotowała. Niestety, ponieważ nie widzę, nie wiem, jak ta pani wygląda i czy jest szczupła.
Aha. I dodam jeszcze, co wczoraj usłyszałam, mianowicie, jeżeli odchudzam się tylko po to, żeby inni ludzie się mnie nie czepiali, to nigdy nie schudnę.
I nie zrezygnuję z kefiru, jogurtu, twarogu i dodatku mleka do owsianki. Zjadłam bobu i czegoś mi brakuje. Czegoś słodkiego. Buuuu!

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: