Właśnie weszłam do domu i zamierzałam podać Miśce lekarstwo, gdy usłyszałam delikatne pukanie do drzwi. Udawałam, że go nie słyszę. Zareagowałam dopiero na natarczywy dzwonek. uchyliłam drzwi warcząc – kto tam
!
Za drzwiami stała matka sąsiada P. Zaczęła mówić do mnie, że go nie ma w domu a ona musi wziąć lekarstwa.
Pytam ją – to on ma te lekarstwa u siebie w domu?
Potwierdziła, że tak. Pomyślałam sobie – no to jaki ja mam mieć z tym związek. Przecież drzwi do tego mieszkania nie otworzę.
- Czy mam do niego zadzwonić?
- Ja dzwoniłam, ale jego telefon nie odpowiada. Może pójdę do Magdy.
I tu zaczęła ponownie naciskać mój dzwonek sądząc, że dzwoni do domniemanej Magdy.
- Ale do której Magdy chce pani iść?
- Do tej od Kuby.
Już wiedziałam, że kobita ma utraty świadomości.
- Magda mieszka piętro niżej.
- Naprawdę?
- Tak. Magda mieszka piętro niżej.
- A które to piętro?
(jasna cholera! Tylko tego brakowało.)
- To jest trzecie piętro.
- A kto tam mieszka, bo ktoś teraz wszedł.
Nie wiem, o kim i o jakim mieszkaniu mówiła matka sąsiada P. Powiedziałam, że zaraz zadzwonię do niego i zamknęłam drzwi.
Dzwonię. On odbiera i z miejsca mówi – Danka, zadzwoń za 15 minut, bo jestem w metrze.
Co mi pozostało. Wzięłam się za przygotowywajnie lekarstwa dla Miśki. Niezbyt dobrze mi to szło. Gorzej niż wczoraj. Kapsułkę trzeba otworzyć i wycisnąć do kieliszka po syropie znajdującą się w niej mazistą substancję. Tym razem w przeciwieństwie do dnia wczorajszego chciałam wycisnąć kapsułkę do wody. A… nie będę kończyć tego opisu.
Właśnie karmiłam broniącą się Miśkę strzykawką, gdy w kieszeni odezwał się telefon. Dzwonił sąsiad P.
Mówię mu – Twoja mama błąka się po piętrach. Szuka Ciebie, bo chce wziąć lekarstwa.
- Ale daj spokój! Przecież jestem w pracy!
- Sprawia wrażenie, jakby nie wiedziała co robi. Kto się powinien nią teraz opiekować.
- Nie wiem! M… jest w pracy. Pewnie J…
J kiedyś mnie wrobił w opiekę nad ich mamą, co odnotowałam jeszcze na starym blogu i w ogóle jest nienormalny.
- Danka, idź i zaprowadź ją do domu.
- Dobrze, zaraz to zrobię.
- Dzięki.

Wyszłam na klatkę ale jego matki ani śladu. Poszłam na pierwsze piętro. Drzwi na tę część korytarza, gdzie mieszka ona i p Malinowska były otwarte na oścież, co nigdy, przenigdy się nie zdarzało. Zadzwoniłam do p Malinowskiej. Cisza.
Co miałam zrobić? Poszłam do siebie.

Czasem zastanawiam się, czy nie powinnam zgłosić tego do naszego OPS. W końcu mam telefon do osoby odpowiedzialnej za nasz rejon. Ale… czy powinnam?

Zadałam to pytanie wójkowi Google a odpowiedzi mnie nie satysfakcjonują. Są trochę dla mnie za mądre. Ja bym chciała tak po ludzku – wykorzystanie w praktyce – co mogę do tego wejścia podłączyć, skoro ono już tu jest.

Może oszczędzę sobie opisu. Poczytajcie sobie tutaj
Ale do apteki nie poszłam.
“It’s raining man
hallelujah
its raining man…”
a może to jakoś inaczej szło.
Jutro pójdę.
Miśka jakby wyczuła co się święci i w ciągu doby nie wypiła całej butelki 200 ml. Robimy postępy albo boimy się igły. ;)

Opowiadał to ksiądz w kościele.
Miał on lekcję z dziećmi upośledzonymi umysłowo. Opowiadał o miłości do Jezusa.
W pewnym momencie zgłasza się uczeń i mówi – a ja nie będę kochał Jezusa, bo nie jestem pedałem.

Stchórzyłam

14 Maj 2012

Nie zrobiłam tego. Stchórzyłam. Znaczy zrobiłam do połowy i dalej nie dałam rady. Na razie odpuszczam.

Oglądam co tydzień ten program. Ja wiem, że to jest pic na wodę fotomontarz i że z pewnością pokazywane młode osoby nie zmieniają się, bo nie da się zmienić przez tydzień całego życia. Jednak to oglądam, bo ciekawią mnie postawy i tych nastolatków i rodziców, do których ci nastolatkowie są wysyłani.
Pierwsze dwa odcinki wydawały się bardzo autentyczne. Kolejne wydawały się dość mocno naciągane. Niby nie było widać zmian aż tu nagle… Darzyłam sympatią wszystkich surowych rodziców z poprzednich odcinków.
Oglądam dzisiejszy odcinek i jestem zbulwersowana. Ten babsztyl występujący dzisiaj w programie jako surowa matka jest gorszy od najgorszej zakonnicy, jaką przyszło mi kiedykolwiek spotkać w obu szkołach i internatach. Sama łamie ustalone przez siebie zasady, bo krzyczy i awanturuje się, na dodatek… hm… zupełnie brakuje tam ojca, mimo że on faktycznie jest w domu. W poprzednich odcinkach występowalik oboje – ojciec i matka – i oboje po równo angażowali się w sprawę nastolatków a tu jest tylko apodyktyczna matka niezaspokojona, bo nigdy nie miała córki o jakiej marzyła, więc dostała dwie dziewczyny i się wyżywa.
Ciekawa jestem, kiedy jacyś surowi rodzice dostaną cegłą w łeb. Ale tego nie pokaże żadna telewizja.

Blog kuchenny

12 Maj 2012

Przywiozłam z domu takie kluski. Bo to było tak, że mama robiła pyzy, żebym wzięła do Warszawy dla siebie i dla brata. W pewnym momencie zostało jeszcze ciasto do pyz ale mięsa już zabrakło. Mówię więc do mamy – zrób z tego ciasta po prostu kluski. – No to zrobiła. No i teraz wypadałoby coś do tych klusek dorobić. Szukałam więc przepisu na sos pieczarkowy i trafiłam tutaj
Myślę, że dla początkujących kucharzy z dostępem do internetu może to być dobra strona.

Nie zrobiłam tego

11 Maj 2012

Nie zrobiłam tego. Przynajmniej na razie nie zrobiłam tego. Przyczaiłam się i trochę się przestraszyłam. Ale mimo to posunęłam się krok do przodu. Mówią mi – nie rób tego – ale ich argumenty na razie są jak dla mnie irracjonalne.

Dzisiejszy dzień…

10 Maj 2012

…rozpoczęłam od tego, że centralnie wpadłam na kilkuletnie dziecko, którego dorosły opiekun w porę niedopilnował. To się od czasu do czasu zdarza. Na tej podstawie już w mojej głowie powstaje pomysł na okropną historię.
Ale ja nie o tym.
Przez godzinę byłam przy czytelnikach. Trafił mi się taki jeden, którego obsługuje się bardzo długo. Już był pół godziny przed otwarciem okienka. Wiedziałam, że nie będzie dobrze.
Z jednej strony bardzo mi go żal, ale z drugiej wzbudza we mnie agresję. Tzn dzisiaj wzbudził we mnie agresję.
Żal mi go, bo jest bardzo samotny, ale przy tym bardzo niesamodzielny. Ja się dziwię, że ten człowiek jeszcze żyje. Jak zwykle miał ze sobą dużo nośników i żadnych propozycji, może oprócz tych, które sam zmyślał. Polegało to na tym, że wymyślał jakiś tytuł książki, której u nas nie było przy czym nawet nie wiedział, kto ją napisał.
Zaczęłam na niego się wydzierać. Krzyczałam, że nie obchodzi mnie to, że on jest samotny. Wrzeszczałam, że ja też jestem samotna i co z tego, że musi sobie lepiej układać stosunki z ludźmi.
Ale z drugiej strony to takimi ludźmi powinny zajmować się służby pomocy społecznej. Wyobrażam sobie, że jego życie musi być jednym wielkim pasmem stresów i nieszczęść. Opowiadał, że kupił mięso, wstawił je do piecyka, zasnął, obudził się dopiero po trzech godzinach, mięso spalone i (jakaś niewyobrażalna kwota, której nie pamiętam) poszła w błoto.
Nie mogłam się skupić, bo jego gadanie skutecznie zagłuszało mi własne myśli oraz syntezator mowy z programu odczytu ekranu w komputerze.
Krzyczałam na niego, że jak on nie wie co chce, to ja mu będę wybierać książki i nie będę go pytać o zdanie.
Tak, zachowałam się wysoce nagannie, ale teraz już mnie to nie obchodzi. Mam to wszystko w dupie. Właśnie rozpoczęłam dzieło zniszczenia. Wykonałam pierwszy krok. Po zejściu z okienka zrobiłam dziś bardzo niewiele. Poszłam za przykładem innych co niektórych. Teraz już mogę. Wszystko zmierza konsekwentnie do celu.

Uwaga, rewelacja!
Zaczepiłam sąsiada z dołu tzw artystę. Rzecz jasna jak zwykle zadał pytanie – co słychać. Na co ja prowokacyjnie zapytałam – a nagrałeś już płytę?
I usłyszałam to, czego spodziewałam się usłyszeć – nie nagrałem. – Powiedział to tak oschłym tonem, że domyśliłam się, jak mocno musiał dostać w d. Potem dodał, że już nie będzie się zajmował muzyką. Teraz będzie się zajmował polityką.
Może i dobrze, ale trochę żal. Moje coraz mniej kolorowe życie stanie się teraz jeszcze bardziej bezbarwne. ;) Kolejny rozdział tej historii zamknął się już na zawsze. Ale może dzięki temu będę miała na kogo zagłosować? ;)

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.